Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne głupoty Zuzi (rozdziały) ;). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne głupoty Zuzi (rozdziały) ;). Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 listopada 2012

rozdział 18 część 2


PERSPEKTYWA LIAMA:
Miałem zawołać Julay i Harrego na obiad. Podszedłem do drzwi i już chciałem pukać, kiedy usłyszałem dziwne dyszenie. Moja pierwsza myśl to:” Co oni tam robią?!”, już chciałem wtargnąć tam bez pukania i przerwać im tą sielankę, jednak postanowiłem jeszcze chwilę posłuchać.
W końcu nie wytrzymałem! Czy oni nie są za młodzi na TO?!
Otworzyłem z hukiem drzwi i co ujrzałem?!

Harry:
Siedzieliśmy sobie z Juls na dywanie przy łóżku. Blondynka bacznie przyglądała się pudełku plasteliny od Eleonor. W pewnym momencie odrzuciła je do tyłu tak, że spadło na świeżą pościel, a sama wstała i skierowała się do małego stolika stojącego w rogu pokoju i zrzuciła na podłogę wszystko co na nim leżało. Jej poczynania z zaciekawieniem śledziła Darcy leżąca na moich kolanach. Julay przeniosła mebel koło mnie i poczęła rozglądać się po pokoju. Kiedy dostrzegła prezent od dziewczyny Louisa chwyciła go w swoje zgrabne palce i zaczęła rozdzierać tekturkę. Rozpakowaną plastelinę położyła na stoliku i uśmiechnęła się do mnie.
-Robimy olimpiadę-rzekła.
-Co?!-zdziwiłem się-Jaką olimpiadę?
-No plastelinkową!-pacnęła się w czoło-Jedna osoba będzie zawodnikiem, a druga trenerem...
-Ja jestem trenerem!-wykrzyknąłem i zabrałem się do lepienia swojego ludzika.
***
-Uch! Uch! Uch!-dyszała dziewczyna biegając swoim ludzikiem naokoło stołu.
-Szybciej! Dasz radę!-dopingowałem jej zawodniczkę.
Dziewczyna zaczęła jeszcze bardziej udawać, że dyszy. Nie powiem, szło jej nieźle. Mogłaby zostać aktorką...
-Co wy... uf!-spojrzeliśmy zdziwieni na Liama, który stał w drzwiach pokoju. Wyglądał jakby właśnie poczuł ogromną ulgę.
-Myślałem, że... A nie ważne! Macie zejść na obiad-i już go nie było.
Spojrzeliśmy z Juls po sobie, a następnie wybuchliśmy śmiechem, domyślając się co Liam sobie pomyślał słysząc te dyszenie Julay.
_______
Głupi mały kawałek rozdziału! Miał być dłuższy a wyszedł taki byle jaki i w ogóle!  Nawet do pottarcia tyłka się nie nadaje, ale... EH! Nie ważne.

Mam do was pytanie! Ile z was czytałoby moją nową historię bez udziału 1D?
fragment: 
"-Świetnie!-ucieszyła się właścicielka czekoladowych włosów.-Jestem Gerard.
Wszystkie oczy momentalnie skierowały się w jej stronę. Jak to możliwe, że taka piękna, zgrabna, młoda kobieta ma na imię Gerard?!
-Mówiłem ci, żebyś przestała się tak wszystkim przedstawiać-zachichotał chłopak o blond czuprynie, który właśnie wrócił z toalety. Wiedział, że jak zostawi swoją przyjaciółkę na chodź chwilę samą, ona zaraz się zbłaźni. Taka była już jej natura.
-Zamknij się!-odpyskowała.-Jestem Gerard i koniec kropka-posłała dziewczynom szczery uśmiech.
Paweł, bo tak miał na imię owy roześmiany blondyn, objął ją ramieniem i sprostował:
-To Gabryśka ale lepiej będzie dla was, jeśli będziecie ją nazywać tak jak sobie życzy.
Na te słowa reszta towarzystwa się zaśmiała."

Fragment dedykowany dla Gabi XD kocham cię siostrzyczko lamciu ninjo! Lamciaaaa

A teraz taka gra! 30 komentarzy=nowy rozdział! Ha ha ha nie dacie rady! Muahahaha!  Ale i tak na was liczę ;D

P.S. Do Madzi i Gabi:
Zauważyłyście, że każda z nas pisze inaczej tą buźkę "XD" ? Ja: XD, Gabi xD, Madzia x D
Ha ha ha wy macie takie zgrabniutkie, a ja taką grubaśną XD  


czwartek, 15 listopada 2012

Rozdział 18 część 1


 Stałam przy blacie w kremowej kuchni i piłam wodę. Byłam wycieńczona kolejnym W-Fem, którego uczył Louis. Harry powiedział, że w drugim semestrze zapiszemy się do prawdziwej szkoły. Z jednej strony się cieszę, bo z tymi wariatami nie da się niczego nauczyć, ponadto mamy z Hazzą w planach przetestowanie na nauczycielach nowego chwytu... a z drugiej trochę szkoda, że skończy się obijanie i w prawdziwej szkole lekcje nie będą tak wesołe.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w poszukiwaniu kogoś, na kogo mogłabym zwalić obowiązek przyjęcia gościa, jednak nikt taki nie znalazła się po ręką. Zrezygnowana podeszłam do drzwi wejściowych.
Otworzyłam je, a moim oczom ukazała się nie wysoka brunetka obładowana siatkami. Jej falowane włosy spięte były w wysokiego kucyka, a pojedyncze kosmyki muskały jej rumiane policzki.
-Jest Louis?-spytała słodkim głosem uśmiechając się przy tym przyjaźnie.
Skinęłam głową na potwierdzenie i zaprosiłam ją do środka. Weszłyśmy do salonu, a ja wydarłam się na cały dom:
-LOUIS!!!!!
Pasiasty zbiegł po schodach na dół. Kiedy tylko spostrzegł dziewczynę stojącą koło mnie, wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Ze zdezorientowania w szczery uśmiech. Nie minęła chwila, a już stał ściskając w swoich ramionach drobną osóbkę.
-Julay, to Eleonor, Eleonor to Julay- przedstawił nas sobie.
-Miło mi cię poznać-powiedziałam nieśmiało.
-Mnie również- odpowiedziała wesołym głosem brunetka i postawiła trzymane wcześniej w rękach siatki, na stole.
-Chłopaki!-krzyknęła, ale mimo to w jej wykonaniu brzmiało to bardzo melodyjnie.
Jak jeden mąż całe One Direction zjawiło się w salonie.
-Eleonor!-krzyknęli i rzucili się na biedną El.
-Tez się cieszę, że was widzę-rzekła-ale możecie mnie puścić? Duszę się....
Harry, Liam, Niall i Zayn momentalnie od niej odskoczyli.
-Masz coś dla nas?-spytał Nailler, a reszta skarciła go wzrokiem.
-Oczywiście!-krzyknęła uradowana dziewczyna.
Wydawała się bardzo wesołą osobą. Wiecznie uśmiechniętą i pogodną. Wyciągnęła z siatek produkty i zaczęła wymieniać:
-W Asdzie* była przecena, więc wzięłam ci dwie musztardy-zwróciła się do blondyna, a ten zachwycony zgarnął prezent w swoje ramiona.
-Loui nie wiedziałam czy wolisz azjatyckie, czy europejskie i wzięłam obie odmiany-podała Louisowi siatkę marchewek.
-Zobacz co udało mi się zdobyć!-krzyknęła podniecona do Zayna bacznie wpatrującego się w pudełeczku żelu do włosów, które brunetka kurczowo ściskała w dłoniach.
-Jak ci się udało go zdobyć?-zachwycił się mulat.
-Ma się swoje kontakty- uśmiechnęła się chytrze i wyjęła z siatki podłużne pudełeczko i podała Liamowi.
-I jak ci się podoba?-spytała zachęcając mojego kuzyna do otworzenia prezentu.
Zrobił to. W środku znajdował się widelec, ale nie taki zwykły...
-Kocham cię!-krzyknął Liam przytulając drobne ciałko El.
-Ej!-oburzył się Louis i również wtulił w dziewczynę.
-Dobra-powiedziałam już ośmielona-Dajcie jej się chociaż rozebrać.
Momentalnie całe towarzystwo spojrzało na brunetkę. Eleonor zwinnym ruchem zsunęła z ramion granatowy płaszczyk, a mój kuzyn, jak na dżentelmena przystało, powiesił go na wieszak.
-O! A dla Harrego mam...-nie dokończyła, bo Loczek od razu wyrwał jej z rąk całą siatkę czekoladowych batoników.
-Twixy z przeceny-krzyknął podekscytowany.
Wszyscy zgodnie zaśmialiśmy się, z radochy Lokowatego, a Elka z powrotem zajrzała do swojej „magicznej siatki”.
-Tylko mi tu nie myśl, że o tobie zapomniałam! O co to to nie!-zaśmiała się do mnie i schowała coś za plecami.-Nie wiedziałam za bardzo co ci kupić, a z tego co opowiadał Louis to powinno ci się spodować!-to mówiąc podała mi opakowanie kolorowej plasteliny.
-Serio?-Spytałam marszcząc brwi i patrząc się na nią spod byka.-Harry mamy plastelinę! Jupi! Ou jea! Acha! Mamy plastelinę!-zaczęłam skakać i krzyczeć po pokoju.

***
PERSPEKTYWA LIAMA:
Miałem zawołać Julay i Harrego na obiad. Podszedłem do drzwi i już chciałem pukać, kiedy usłyszałem dziwne dyszenie. Moja pierwsza myśl to:” Co oni tam robią?!”, już chciałem wtargnąć tam bez pukania i przerwać im tą sielankę, jednak postanowiłem jeszcze chwilę posłuchać.
W końcu nie wytrzymałem! Czy oni nie są za młodzi na TO?!
Otworzyłem z hukiem drzwi i co ujrzałem?!
__________
I teraz zadanie dla was! Co ujrzał Lim wchodząc do pokoju Julay i Harrego?

No to tak:Przepraszam, że rozdział taki krótki i tak późno, jednak mam nadzieję, że pocieszy was fakt, że druga jego część już w weekend.

Druga sprawa:Jeśli dotychczas czytałam twojego bloga, a nie napisałam ci jeszcze komentarza pod ostatnią notką, to znaczy, że przeczytałam go na komórce a potem zapomniałam skomentować. Bardzo proszę takie osoby, o przypomnienie mi w komentarzach, że mam do was jeszcze raz zajrzeć. W ogóle to ożecie podawać mi swoje blogi. Jak znajdę czas przeczytam XD

czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział 17 część 2


Harry:
Rozmawiałem sobie z Kasandrą. Byłem zły na moich przyjaciół, że naśmiewali się z niej praktycznie nic o niej nie wiedząc. Gdyby wiedzieli że jest niewidoma nie dokuczali by jej. Gdyby wiedzieli jak miała w życiu ciężko, było by im głupio... No właśnie-gdyby. Ale oni nie mieli o niczym pojęcia. Chociaż z drugiej strony to ich wcale nie upoważnia do nabijania się z tej biednej dziewczyny. Przecież nie można nikogo osądzać, przed jego poznaniem. To nie logiczne i nie ludzkie. Nie. Właściwie to bardzo ludzkie. Bardzo ludzkie dlatego, że my już tak mamy. Jesteśmy często chamscy i wredni bez powodu. Mało kto wykazuje współczucie i szczere chęci pomocy bliźniemu. Ludzka natura...
-Hej jestem Julay!-powiedziała moja przyjaciółka podchodząc do nas.
Wyciągnęła do Kasandry rękę na przywitanie, ale ta z wiadomych powodów nie zwróciła na nią uwagi. Blondynka zdziwiła się tym faktem i za pewne uznała to za nie grzeczne. Kasi zrobiła zdziwioną minę, przyłożyła rękę do ust i zapytała:
-TA Julay?-za pewne chodziło jej o te wszystkie rzeczy jakie jej o niej mówiłem...
-Zależy co mam rozumieć przez Ta-zaśmiała się Juls mrużąc zabawnie swoje grafitowe oczy.
-No...-zaczęła ruda, ale szybko zasłoniłem jej buzię rękom.
Myślałem, że się tam spalę ze wstydu. Blondynka tylko wzruszyła ramionami i mierzyła mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Tak to TA-wyjaśniłem szybko i chciałem jeszcze coś dodać, ale Kasandra zadała pytanie, które uratowało mi życie:
-Właśnie szliśmy do kawiarni. Idziesz z nami?
Julay uśmiechnęła się ukazując białe, proste zęby po czym kiwnęła głową na „tak”.
Wziąłem właścicielkę zjawiskowych, niebieskich źrenic pod ramię, tak aby nie potknęła się, bądź nie zboczyła z drogi. Wiadomo, że jest jej ciężko, a ja chciałem chodź trochę ułatwić jej życie. To nie fair,że taka pogodna i miła osoba jak ona ma zawsze pod górkę. Nie zwracając uwagi na moją przyjaciółkę ciągnącą się gdzieś z tyłu, ruszyłem w kierunku małej, brązowej budki.
***
-A więc przez ponad dziesięć lat byliście wrogami, a teraz tak nagle zostaliście najlepszymi przyjaciółmi?-wytrzeszczyła swoje lazurowe oczy ze zdziwienia.
Oparła się na ręce i co kilka sekund pociągała ciepły napój przez rurkę. Widać było, że zaciekawiła ją nasza historia, choć szczerze mówiąc nie ma w niej nic niezwykłego.
-To nie do końca było tak-zaczęła wyjaśniać Juls uśmiechając się pogodnie i nerwowo stukając palcami o lśniący blat stolika. Spojrzała się na mnie błagalnie.
-W sumie to zawsze nas coś do siebie ciągnęło. Zawsze trzymaliśmy się w pewien sposób razem-dokończyłem-Ale to przeszłość. Nie wracajmy już do tego-poprosiłem. Wstydziłem się mojego zachowania w stosunku do Julay w tamtym okresie.
-A teraz twoja kolej-zarządziła blondynka zwracając się w stronę Kasandry.
-No dobrze-powiedziała nie chętnie ruda. Wiedziałem, że jest jej ciężko o tym mówić, mimo to zaczęła:
-Moja historia zaczyna się w dość nie typowy sposób. Można powiedzieć, że miałam wielkie szczęście w nieszczęściu. Podobno, tak przynajmniej mówiły mi opiekunki z domu dziecka-na te słowa niebieskooka spuściła głowę w dół, tak że miedziane kosmyki delikatnie muskały stół -jakaś kobieta znalazła mnie płaczącą na śmietniku koło szpitala. Strasznie się przejęła i od razu zaniosła do placówki. Mówiły, że gdyby nie ona na pewno bym nie żyła. Kiedy miałam miesiąc trafiłam do sierocińca, gdzie spędziłam resztę życia.-zawiesiła głos. Spojrzałem ukradkiem na Julay. Miała łzy w oczach, widać że współczuła Kasi. Chyba każdego jej opowieść chwyciłaby za serce. Ja również czułem rosnącą gulę w gardle, choć słyszałem ją powtórnie.
-Nie miałam tam łatwo-ruda kontynuowała-Nie dość,że jestem ruda, to jeszcze nie widoma.
-Co?!-krzyknęła Juls chwytając się za głowę-O matko! Jak ty sobie radzisz?-wydukała po czym wstała z krzesła i mocno przytuliła Kasandrę, po której bladym policzku toczyła się słona łza cierpienia.
______________________________________
Hej kochane! Sorki, że rozdział, na dodatek taki debilny, dodaję tak późno, ale szczerze mówiąc to mi się wcześniej pisać nie chciało. Za bardzo jaram się Take Me Houme ;)
Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i za to że jesteście ze mną, po mimo moich błędów, nie dociągnięć i debilnych rozdziałów ;)

Szczególnie pozdrawiam:
Madzię- moją kochaną siostrunię :* (nie mogę się doczekać kolejnej dziwnej rozmowy na gg ;D)
Sophie-moją drugą siostrzyczkę :* ( jej drugi blog, który z całego serca polecam ;D--> klik)
Martynce :D-mojej kochanej :*(dzięki za namówienie do założenia tt XD)
Oli-ona już wie, że o nią chodzi ;) (Pamiętam, ze czekam na gg na 1 rozdział ;) ja nie odpuszczę kochana XD)

I wszyyystkim w całej Polsce i za granicą!!! Kocham was skarby :* 

Tak co do następnego rozdziału... Będzie chyba trochę nudnawy, ale w 22 będzie się działo ;)

środa, 31 października 2012

Halloween One DIrection i Julay

    To nie rozdział. Trak bardzo was kocham, że chociaż sama nie obchodzę tego święta, postanowiłam napisać dla was coś w rodzaju krótkiej historyjki. Nie będzie powiązana z opowiadaniem, bo jeśli uważnie czytaliście, Harry pojawił się dopiero w listopadzie. To będzie coś w rodzaju takiego dodatku. Odcinek specjalny? Napisane jak zwykle z perspektywy Juls,

Hallowen, dom One Direction w Londynie, 16:30
-Będzie Party HARD!-krzyknęłam zachwycona wkładając chipsy do miski.
-Oj Juls-powiedział Harry i z dezaprobatą pokręcił głową-Przecież każdy wie, że nie ma PARTY HARD bez alkoholu...
-Ale jesteśmy niepełnoletni-upomniałam go.
    Harold uśmiechnął się cwaniacko i zza pleców wyciągnął paczkę cuksów, podetknął mi pod nos i rozkazał:
-Czytaj skład!
    Wytężyłam wzrok, ponieważ trudno czyta się takie małe literki, zwłaszcza gdy ktoś dosłownie wkłada ci je do oczu.
-Tłuszcz roślinny utwardzony, serwatka, alkohol 9%...-czytałam.
    Styles zabrał mi woreczek z przed oczu i uśmiechnął się triumfalnie.
-Uważaj, bo jak zjesz tego 10kg możesz mieć kaca jutro-zakpiłam.

      Kiedy skończyliśmy już przygotowania do Halloween`owej imprezki poszliśmy na górę do pokoju. Ponieważ to miało być coś w rodzaju balu przebierańców, ubrałam się w strój wiedźmy.
-Pasuje do ciebie-zaśmiał się Harry wychodząc z łazienki.
-Prawda?-uśmiechnęłam się i zmarszczyłam brwi.-Twój do ciebie też.-dodałam patrząc na jego strój kota.-Będziesz moim kotem podwładnym.
-Phi-prychnął-Ja przynajmniej jestem słodki...
     Machnęłam tylko na niego ręką i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół do salonu. Nie było nikogo. Udałam się do kuchni. Tam również pustka.
-Chłopaki!-zawołałam, ale odpowiedziały mi tylko głuche kroki Harrego wchodzącego do kuchni.
-Ty też ich szukasz?-spytał.
-Noo-odpowiedziałam i zawołałam ponownie-Chłopaki to nie jest śmieszne!
     Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. podskoczyłam przerażona przeszywającym dźwiękiem urządzenia. Nie to, żebym się bała, ale byłam skupiona a wiecie jak to jest...
     Harold poszedł otworzyć i już po chwili z salonu dobiegły mnie wesołe okrzyki i śmiechy. Poszłąm zobaczyć kto to i, jak się można było domyśleć, okazało się, że to goście przyszli.
    Czas zacząć PARTY HARD! Całkowicie zapomniałam, że nie ma z nami chłopaków...
   
    Wybiła północ. Nagle muzyka ucichła, a wszyscy udzie stanęli w miejscu i tempo patrzyli się przed siebie. Zaczęłam nerwowo się rozglądać po salonie. Dostrzegłam go stojącego na schodach i również rozglądającego się w poszukiwaniu kogoś lub czegoś. Bez chwili namysłu poczęłam przepychać się przez wszystkich gości stojących jak zaklęci.
    Kiedy już dopchałam się do przyjaciela i położyłam mu rękę na ramieniu. Ten podskoczył przestraszony i spojrzał w moją stronę. Odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył, że to tylko ja.
-Co tu się dzieje?- Spytał niepewnie.
-Nie wiem-wydukałam i odwróciłam się w stronę gości którzy nadal stali w tych samych miejscach i tampo wpatrywali się w przestrzeń.
   Usiadłam na schodach, a Harry koło mnie. Podparłam głowę na rękach i pogrążyłam się w ciszy panującej w całym domu.
-Buuuuuu!-usłyszałam nagle i pisnęłam przestraszona.
Harold zareagował tak samo. w tym samym czasie odwróciliśmy się do tyłu, skąd dobiegło nas to wycie.
Ujrzałam czwórkę naszych przyjaciół przepranych  w stare prześcieradła z wyciętymi dziurkami na oczy... Duchy? Orginalnie.

KONIEC

I jak? Wiem, nie jest to najlepsze co mogłam napisać, ale trochę się spieszę, bo idę dziś na imprezkę do Ady. Widzicie jak się da was staram? ;D


wtorek, 30 października 2012

Rozdział 17 część 1



   Słońce było już wysoko na niebie. Ptaki, które nie opuszczają nas, by uchronić się przed zdradliwą zimą, poćwierkiwały wesoło, wtórując szumowi prawie całkiem gołych gałęzi. Liście wirowały w powietrzu niesione podmuchami mroźnego wiatru. Można by powiedzieć: idealna pogoda na jesienny spacer.
Chodziliśmy alejkami parku zatopionego w ciepłych barwach. Nie przejmowaliśmy się zbytnio, że idąc ścieżką w szóstkę osób możemy torować przejście. Szliśmy raźno i nie zwracaliśmy uwagi na zaciekawionych gapiów bez wstydnie śledzących każdy nasz ruch. Ale co się dziwić? Chłopcy byli w końcu sławni. Na nasze szczęście nikt tego dnia nie miał odwagi(?), ochoty(?) podejść do nich i zagadać, poprosić o zdjęcie, czy autograf.
-Głodny jestem-zbuntował się blondyn poprawiając niebieską czapkę zjeżdżającą mu co chwile na oczy.
Zaśmiałam się cicho widząc jego minę. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakiegoś puntu mogącego chodź trochę zaspokoić głód Nialla. Na horyzoncie, w samą porą, pojawiła się urocza kawiarenka.
-Chodźmy tu-powiedziałam wskazując palcem na uprzednio wypatrzony przeze mnie obiekt.
***
-Mmmm... Pyszna ta gorąca czekolada!-zachwycał się Zayn, kiedy wyszliśmy już z małej lecz przytulnej kawiarenki.
Pomimo chłodnego wiatru oplatającego nasze dłonie i twarze, nam było ciepło. Samo towarzystwo tak wspaniałych ludzi sprawiało, że na sercu robiło się cieplej, a jeszcze jak się trzymało w ręku kubek gorącej czekolady, to już w ogóle było ciepło.
Skierowaliśmy się w szóstkę w stronę nieczynnej już fontanny. Dookoła obiektu był placyk, a na nim czarne, smukłe ławki. Na jednej z nich siedział starszy pan owinięty szczelnie czerwonym szalikiem. W ręce trzymał suchy kawałek chleba, który sprawiedliwie dzielił na wszystkie gołębie żebrzące u jego stóp.
Skierowałam się na jedną z takich ławek, by odpocząć chwilę. Co jak co, ale chodzenie w grubej kurtce nie należy do najprzyjemniejszych. Wiem, że bez niej na pewno bym zamarzła, co najmniej byłoby mi zimno, więc nie sprzeciwiałam się co do ubioru. Chłopcy jak cienie podążali za mną, a kiedy już przysiadłam, niezwłocznie zajęli miejsca obok mnie. Ławka nie była duża, a nas była szóstka w efekcie czego Harry został bez miejsca. Aż dziw, że w ogóle pomieściła pięć osób! Wyglądała na co najwyżej trzy!
Zlitowałam się nad biednym Stylesem stojącym koło nas i przestępującym z nogi na noge, by się rozgrzać i wstałam z mojego miejsca każąc mu na nim usiąść. Niestety on za nic nie chciał, w efekcie czego zanim się odwróciłam reszta zespołu zdążyła wygodnie się na nim rozłożyć.
-Osz wy!-krzyknęłam na widok czwórki facetów zalegających na ławce.
Spojrzałam znacząco na Harolda, a ten w odpowiedzi kiwnął głową. Policzyłam w myślach do trzech i razem z Loczkiem, z rozpędu wskoczyliśmy na naszych przyjaciół.
-Ałłłłłłłłłłłłlll- jęknęli zgodnie, na co ja i Harry zareagowaliśmy śmiechem.
***
-Patrzcie na nią-zaczął się śmiać Louis wskazując palcem na dziewczynę dziwnie się poruszającą.
Chodziła jakoś inaczej i w ogóle była dziwna...
Wszyscy z wyjątkiem Harrego zaczęliśmy się z niej śmiać. Spojrzałam na Stylesa. Miał taką minę, jakby chciał się nas spytać:”macie jakiś problem?!” Co mu odbiło?
Nagle wstał gwałtownie i podszedł do dziewczyny. Zaczął z nią rozmawiać, śmiać się, a ja poczułam takie dziwne uczucie. Jakby kłucie w okolicy serca i wewnętrzna złość pomieszana z żalem...
Kiedy mieli już odchodzić nie wytrzymałam. Wstałam nie mniej gwałtownie niż on i podeszłam do nich...
_______________________________
Wiem, że krótkie, ale bardzo chciałam dodać coś nowego dzisiaj, więc podzieliłam rozdział na dwie części.
Jak wrażenia po "Little Things"? Ja ciągle nie mogę przestać gwałcić "replay" :D
I jak nowy wygląd bloga? Doszłam do wniosku, że tamten był zbyt smętny, a przecież ta historia to jedna wielka komedia! Dodam też, że ten blog nie będzie taki jak pozostałe... Dlaczego myślę, że dojdziecie po przeczytaniu całej historii która zalega mi w głowie już od ponad miesiąca.
Niedługo rozdział 18, a że mój blog osiągnie w tedy "pełnoletniość" szykuję niespodziankę ;)
Pozdrawiam moje siostrzyczki! :** Madziu i Sophie- kocham was :)
P.S> Baaaardzo dziękuję za wszystkie komentarze i z gorąco witam nowe czytelniczki ;D

czwartek, 25 października 2012

Rozdział 16


   
   Zeszłam na dół po drewnianych, zimnych schodach. Moje gołe stopy przyjemnie muskał chłód, który od nich bił, a moje nozdrza pieścił smakowity zapach naleśników. „Śniadanko!”-pomyślałam i uśmiechnęłam się pod nosem. Kiedy moje nogi zanurzyły się w miękkim, puszystym dywanie, skręciłam w prawo-do kuchni.
Gdy tylko przeszłam przez próg powitało mnie pięć szerokich uśmiechów.
-Witamy śpiącą królewnę!-odezwał się Liam, a ja bez słowa dosiadłam się do dużego, kawowego stołu. Poprawiłam białą, wymiętą serwetkę leżącą przede mną i jęknęłam:
-Głooodna jeeestem.
Naillerek zaśmiał się cicho i postawił przede mną obfitą porcję naleśników z bitą śmietaną i dżemem truskawkowym. Mmm... Pycha! Łapczywie zabrałam się do jedzenia.
Kiedy kończyłam już powoli konsumowanie zawartości mojego, nie małego, talerza Louis rzekł:
-No... Jak skończysz leć na górę się ubrać, bo spóźnisz się do szkoły.
Jak to usłyszałam, to o mały włos nie zadławiłam się naleśnikiem. Ale że jak to-do szkoły?! I ja nic o tym nie wiem?! Przecież nic nie mam! Żadnych przyborów, wszystko zostało w Holmes Chapel!
Harry widząc moją reakcję na słowa Lou wybuchnął przeraźliwym śmiechem. Niemal tarzał się na krześle, w skutku czego, w końcu z niego spadł. Bolesne lądowanie na niezbyt miękkich panelach, jednak nie zniechęciło go do dalszego nabijania się ze mnie. Cały on! Zawsze lubił się pośmiać... Przypomniała mi się mama pamiętnego dnia, kiedy to weszliśmy z samego rana do kuchni, wracając z dachu. Siedziałam wtedy u Hazzy na plecach, a kiedy moja rodzicielka nas zobaczyła, zareagowała niemal tak samo jak Harold. Ach... Dobre czasy...
Wstałam od stołu i stanęłam nad Lokowatym, spoglądając na niego z góry i krzyżując ręce na piersiach.
-Nie ładnie się tak ze mnie śmiać panie Styles- powiedziałam i uśmiechnęłam się cwaniacko.
Widząc, że Harry nie robi sobie nic z moich POWAŻNYCH słów kucnęłam obok niego i spojrzałam się tajemniczo. Po chwili już leżałam na nim gilgocząc go bezlitośnie tak, że śmiał się jak opętany. Zaczęliśmy się turlać po podłodze nawzajem się „torturując”. Chłopcy nie mogli nas uspokoić, ponieważ oboje za wszelką cenę chcieliśmy wygrać tą zaciętą bitwę. Raz ja byłam górą, raz on... i tak na zmianę. W końcu uderzyłam głową o jedną z drewnianych, rzeźbionych szafek.
Hazza chyba trochę się przestraszył, bo przestał się śmiać i spojrzał się na mnie z troską wymalowaną na twarzy. Ja niezbyt przejęłam się tym zdarzeniem, bo zdołałam wydusić tylko ciche „ała” przez śmiech i opadłam zmęczona na podłogę koło Loczka. „Łeb to ty masz twardy kobito”-jak to mówił mój tata jak byłam jeszcze mała.
***
-Too- odezwałam się schodząc ze schodów z Haroldem-Do jakiej szkoły idziemy?
Szczerze mówiąc irytowało mnie to, że nawet nie raczyli mnie o niczym poinformować wcześniej. Fakt, Harry mówił, że się tym zajmie, ale myślałam, że ja też mam na to jakiś wpływ, a nie, że oni wszystko za moimi plecami zorganizowali.
-Najlepszej-odpowiedział na moje pytanie Harold i uśmiechnął się tajemniczo.
Nic już nie mówiąc zeszliśmy na dół, gdzie po chłopakach nie było śladu. Myślałam, że zawiozą nas chociaż pod budynek, ale widocznie się myliłam. Może to blisko i pójdziemy pieszo? A może po prostu są zajęci? W sumie, to lubię spacery,więc mi to nie przeszkadza.
Ku mojemu kolejnemu już zdziwieniu, Harry zamiast skręcić na przedpokój, poszedł w odwrotnym kierunku. Bez zbędnych pytań podążyłam za nim. Pewnie coś tam jeszcze zostawił... Torbę w prawdzie miał przewieszoną przez ramię, ale może zapomniał spakować jakiejś książki? Kto to wie co ten wiecznie chodzący z głową w chmurach człowiek wymyślił?
Doszliśmy na koniec „holu”, jeśli mogę tak nazwać długi korytarz, z czerwonymi ścianami i ciemną podłogą, ozdobiony przeróżnymi zdjęciami i obrazkami w ozdobnych rameczkach, rodziny, przyjaciół i członków One Direction we własnej osobie. Na początku zdziwił mnie fakt, że jedna moja fotografia z czasów podstawówki również wisi w „honorowej galerii” tego domu. Później doszłam do wniosku, że przecież jestem kuzynką Liama i mam prawo tam wisieć, nie?
Stanęliśmy przed drzwiami z jasnego drewna, na których ktoś pozwolił sobie zawiesić, jakże orginlną tabliczkę z napisem „sala 007”.
-Uuu! Jak James Bond-zaśmiałam się, a Harry razem ze mną.
Brązowo-włosy nacisnął metalową klamkę i moim oczom ukazał się sporawy pokój, z różnymi regałami na książki dosuniętymi pod ściany, dużym oknem na równoległej do wejścia ścianie i dwoma ławkami na środku oraz biurkiem, za którym siedział osobnik w błękitnej koszuli w kratkę i czarnej muszce. Kiedy nas spostrzegł podniósł głowę znad książki i uśmiechnął się promiennie, zapraszając nas wzrokiem głębiej. Jak się okazało był to Liam.
-Dzień dobry panie Payn- powiedział Harold siadając w ławce bliżej okna. Skubany! Ja chciałam tam usiąść! Foch Forever!
Idąc w ślady przyjaciela również zajęłam miejsce na niewygodnym krzesełku i ze zdziwieniem wpatrywałam się w „pana Payna”-jak to określił mój przyjaciel.
Lokowaty rzucił swoją czarną torbę pod ławkę, uprzednio wyjmując z niej dwa zeszyty i parę piórników. Podał mi połowę swojego „sprzętu” i uśmiechnął się triumfalnie, jakby był dumny, że spakował wszystko co było potrzebne.
-To jest ta twoja „najlepsza szkoła”?-spytałam pochylając głowę w stronę Harrego.
Ten tylko kiwnął twierdząco i nie spuszczając wzroku z Liama zaczął coś gryzdać na końcu zeszytu. No tak! Przecież Styles nie usiedzi w miejscu więcej niż minutę...
-Dzisiaj zajmiemy się biologią-odezwał się 'nauczyciel'. Mogłam się tego spodziewać! W końcu mój kuzynek to umysł ścisły, w przeciwieństwie do mnie, bo ja nie jestem w niczym dobra. No... lubię grać na gitarę i trochę śpiewam ale nie uważam, żeby mi to wychodziło jakoś szczególnie dobrze.
***
-Proszę pana-podniosłam rękę wymachując nią na prawo i lewo, co miało być „zgłaszaniem się”, ale raczej co najwyżej to przypominało-Mam pytanie.
Liam spojrzał na mnie dumny z tego, że zdołał nas nauczyć, że chcąc coś powiedzieć musimy najpierw podnieść rękę, pomimo iż nasza klasa liczy dwie osoby.
-Tak panienko?-mówiąc to zrobił swoją „mądrą minę” co wyszło mu przezabawnie.
-Dlaczego Ja i Harry dostajemy głupawki po nadmiernej dawce witamin?-uśmiechnęłam się słodko.
-A dlaczego tak sądzisz?
-Bo jak wypijemy soczek w kartoniku to zachowujemy się jak ludzie „niepełno-sprytni”-odparłam.
-To nie za sprawą witamin-zaśmiał się pod nosem-a raczej przez te wszystkie barwniki, które dodają do tych soczków. Wiecie 'E' coś tam coś tam...
-Widzisz?!-krzyknęłam na niego. Jego zdezorientowana mina sprawiła, że o mały włos nie wybuchłam śmiechem.-Zniszczyłeś całą magię!
***
Weszliśmy do prowizorycznej klasy. Teraz, jeśli dobrze mi wiadomo, ma się odbyć lekcja angielskiego. Uwielbiam czytać książki i wiersze, za to nie cierpię ortografii, więc moje uczucia były mieszane. Zajęliśmy miejsca w ławkach. Spojrzałam na „nauczyciela”. Zdziwiłam się, nie powiem. Ale kto by się spodziewał, że nauczycielem takiego „poważnego” przedmiotu, może okazać się ktoś taki jak Zayn Malik? W ogóle żaden z członków One Direction nie powinien nigdy trafić do grona pedagogicznego. Nie wyobrażam sobie co mogłoby się dziać na ich lekcjach. Ja z Harrym to jeszcze pół biedy, ale jakby mieli okiełznać więcej nie ogarniętych dzieci... Podejrzewam, że to ich uczniowie musieli by przywracać do porządku.
Zaczęła się lekcja. Wyjęliśmy zeszyty i zapisaliśmy temat, następnie czarno-włosy wziął ze swojego „nauczycielskiego” biurka jakąś książkę i zaczął czytać:
-”(...) Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystko pokłada nadzieje,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje (...)”
Doskonale znałam ten fragment listu do Koryntian z Biblii Tysiąclecia. Recytowałam go w myślach razem z Malikiem, ukradkiem spoglądając na lokowatego przyjaciela. Przy każdym słowie wypowiedzianym jedwabistym głosem „nauczyciela” czułam jak po plecach przechodzą mi ciarki, a w okolicach serca rozlewało się przyjemne ciepło. Kochałam to. Kochałam ten utwór bezwarunkowo i nadal kocham. Za każdym razem kiedy go słyszę chce mi się jednocześnie śmiać i płakać. Tyle uczuć zawartych w kilku zdaniach. Zdaniach nie kończenie autorstwa ludzkiego. Przelanych na papier człowieczą ręką pod czujnym okiem Boga.
Dlaczego tak bardzo kocham wszelką poezję i twórczość? Hm... Może dla tego, że każdy może wyobrazić i zinterpretować ją jak chce. Każdy rozumie ją inaczej i to jest właśnie piękne. Nigdy dokładnie nie wiadomo o co chodziło jej autorowi i dlatego jest taka tajemnicza. Pełna zagadek.
***
Czy ja mam deja vu? Trzeci raz już dzisiaj przechodzę przez próg „sali 007”. Trzeci raz się zastanawiam, gdzie pozostałe sześć klas i ile jeszcze ten dom skrywa przede mną tajemnic. Trzeci raz siadam w ławce dalej okna, bo sprytny pan Styles zwinnie wcisnął się do pomieszczenia przede mną. Trzeci raz zapowiadała się ciekawa lekcja. Nie to co w szkole,co nie?
-Dzień dobry-odezwał się „nauczyciel” wchodząc do sali. Na tej godzinie wyjątkowo to my byliśmy pierwsi i już po chwili poznałam powód tego incydentu.
Moim oczom ukazał się rumiany blondyn z kanapkę w ręku i wygniecioną koszula w podłużne paski. Usiadł na krześle za drewnianym biureczkiem i spojrzał na nas przyjaznym wzrokiem.
-Od dzisiaj zaczynacie naukę Irlandzkiego-odezwał się posyłając promienny uśmiech pod naszym adresem.
-Czy w Irlandii nie mówi się po Angielsku?-spytałam podejrzliwie mrużąc oczy i ściągając brwi.
-Dlatego będziecie mieli ułatwione zadanie-odpowiedział poważnie, ale zaraz po tym już we trójkę wybuchliśmy nie pohamowanym śmiechem.
***
-Do szatni-rozkazał pan Tomilson.
Posłusznie udaliśmy się do naszego pokoju i przebraliśmy w „strój sportowy”, który składał się ze spodni od dresu i luźnej koszulki.
Kiedy zeszliśmy na dół Louis już na nas czekał. Bez słowa ubraliśmy trampki i jakieś bluzy, ponieważ „nauczyciel” oznajmił, że będziemy ćwiczyć na dwożu. Wyszliśmy przed dom.
-Dziesięć kółek dookoła domu-oznajmił Lou-tak na rozgrzewkę.
Westchnęłam, ale zaczęłam biec. Harry dziwnie się na mnie spojrzał, ale podążył za mną.
Nie powiem, nieźle wykończyła mnie ta lekcja W-Fu.
_____________________________
    Na początek przepraszam, że rozdział dodaję tak późno, ale mój braciszek dorwał się do mojego laptopa, w efekcie czego dysk czyściutki. Wszystkie zdjęcia, opowiadania itp. jakie miałam zapisane na komputerze przepadły, al mówi się trudno...Takie uroki mania młodszego rodzeństwa. Muszę wam też podziękować za te wszystkie miłe komentarze, chociaż trochę jestem zawiedziona, że nie ma żadnej krytyki. Tak. Dobrze przeczytałyście-zawiedziona. Bo niby jak mam poprawić jakość mojego debilnego opowiadania, jak nie wiem jakie błędy popełniam? Trochę mnie to dołuję, bo przecież każdy dąży do doskonałości, a uczy się na błędach.
  Muszę wam też zdradzić, że ostatnio jakoś w ogóle mam doła. Dzisiaj odkryłam, że to za sprawą "syndromu czerwonych majtek". Moja mama w Te dni się na wszystkich wkurza, a ja mam doła... Zycie. Chociaż fajnie, że dostałam 5 z opowiadania na Polskim. Straciłam punkty za interpunkcję... Normalka ;D
Chciałabym z całego serca podziękować temu Anonimowi za komentarz. Ciszy mnie, że mam tak wielu czytelników, chociaż na to nie zasłużyłam, bo ostatnio w ogóle nie komentuje waszych blogów. Wszystkie czytam, ale też jestem człowiekiem i ostatnio mam takiego lenia... A po za tym wcześniej już wspomnianego doła.
Chcę się do kogoś przytulić! Liczę na waszą pomoc siostrzyczki ;D TULIMY? :3
Do następnego :*

sobota, 20 października 2012

Rozdział 15


    
   Rano obudziły mnie dziwne odgłosy. Zerwałam się z łóżka zrzucając tym samym kołdrę z Harrego. Zupełnie o nim zapomniałam. Szybko przykryłam go z powrotem i spojrzałam jak słodko śpi. Na szczęście się nie obudził. Stałam chwilę zatapiając wzrok w moim przyjacielu, gdy nagle z dołu znowu dobiegły do mych uszu te dźwięki.
   Ubrałam na bose stopy moje puchate kapcie w króliczki i powoli zeszłam po schodach. Sprawdziłam w salonie, w kuchni, na przedpokoju. Nigdzie nikogo nie było. Została tylko łazienka. Podeszłam pod białe drzwi. Teraz słyszałam ten odgłos głośno i wyraźnie i byłam prawie pewna, co to jest. Zapukałam, jednak nikt mi nie odpowiedział. Postanowiłam wejść.
   W wątłym świetle jarzeniówek dojrzałam pochyloną, chudą sylwetkę mężczyzny. Podeszłam bliżej, ponieważ z rana mój wzrok nie był doskonały. Ową postacią okazał się Nailler. Stał nad umywalką, ledwo trzymając się na nogach. Był strasznie blady. Objęłam go ramieniem.
-Brzuch mnie boli-wychrypiał słabym głosem.
-Chodź-wzięłam go pod ramię i zaprowadziłam do salonu. Położyłam go na kanapie, która swoją drogą była strasznie wygodna, nie to co u mnie. Poszłam na górę po jakieś poduszki, koc i termometr, a kiedy wróciłam go już nie było. Położyłam wszystkie rzeczy na podłodze i zaczęłam go szukać. Znalazł się w łazience. Znowu.
-Może masz gorączkę?-spytałam cicho i ponownie zaprowadziłam blondyna do salonu. Ułożył się na sofie, a ja przykryłam go starannie błękitnym kocem z Myszką Miki i wsadziłam pod pachę termometr. Pogładziłam delikatnie jego farbowaną czuprynę i udałam się do kuchni zaparzyć ciepłą herbatę.
   Wróciłam do salonu z dwoma kubkami gorącej cieczy i usiadłam na dywanie. Wzięłam od Nialla termometr. Dziwne. Nie ma gorączki. A wgląda tak słabo…
***
-Hej Ludzie!-przeraźliwy krzyk dobiegający ze schodów ranił moje  wrażliwe uszy.
   Szybko zerwałam się z podłogi i przetarłam zaspane oczy. Musiało mi się przysnąć kiedy pilnowałam Naillera. Spojrzałam w stronę owego krzykacza i okazało się, że to Louis. No tak! Kto inny byłby taki głupi?!
-Cicho!-syknęłam karcąc go wzrokiem.-Bo obudzisz Nialla.
    Loui wzruszył tylko ramionami dziwnie się na nas patrząc i ruszył do kuchni. Chwilę stałam w miejscu zdziwiona obojętnością zwykle ciekawskiego „pana marchewki”, jednak on znów postanowił zmącić poranny spokój.
   Otworzył z hukiem drzwiczki od szafki wiszącej nad kuchennym blatem. Zdenerwowana wyszłam z salonu i podeszłam do pasiastego. Lustrowałam go czujnym wzrokiem, ale on nic sobie z tego nie robił. Wyciągnął paczkę płatków czekoladowych i ponownie trzasnął drzwiczkami, tym razem robiąc jeszcze większy hałas niż wcześniej. Pacnęłam się z otwartej dłoni w czoło iż niedowierzaniem pokręciłam głową.
    Ja go nigdy nie zrozumiem! Czy on robi mi na złość, czy naprawdę jest taki głupi?!
    Nagle z salonu dobiegło mnie skrzypnięcie. Pobiegłam tam zostawiając tego idiotę samego. Zobaczyłam wyciągającego się na sofie Nialla. Widocznie to kanapa tak trzeszczy…
-Jak się czujesz?-spytałam ciepłym głosem kucając koło blondyna.
-Dobrze-odpowiedział i szeroko się uśmiechnął, jakby nie pamiętał co stało się kilka godzin wcześniej.
***
   Ledwo otworzyłam drzwi i przeszłam przez próg, a ze środka dobiegły mnie… No właśnie. Nic mnie nie dobiegło. Cisza jak makiem zasiał. Nie pewnie weszłam dalej i udałam i się do kuchni. Postawiłam zakupy na blacie i zakładając ręce na biodra mruknęłam do siebie:
-No pięknie! Nie dość, że sama musiałam iść na zakupy, żeby mieli co jeść, to jeszcze sama musiałam je nieść i teraz nawet nikt mi tego rozpakować nie pomoże.
   I zajęłam się wyciąganiem produktów z siatki. Kiedy już skończyłam, postanowiłam udać się do mojego pokoju. Weszłam po schodach na górę. Było tak cicho, że wydawało mi się, że odgłos moich butów odbija się echem po całym domu.
      Stanęłam przed drewnianymi drzwiami prowadzącymi do sypialni i już miałam złapać za klamkę, kiedy do moich uszu doszły niezrozumiałe fragmenty rozmowy.
-No ładnie-pomyślałam.-Ja tu się trudzę i zakupy robię, a oni sobie bezczelnie plotkują beze mnie.
   Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się obraz Harrego krążącego po pokoju, z głupawym uśmieszkiem i telefonem przy uchu.
-Tak, tak. Masz całkowitą rację-powiedział do osoby z którą rozmawiał.
-Gdzie wszyscy?-spytałam nie zważając na to, że niegrzecznie przerywać komuś rozmowę.
-Godzina „F”-szepnął tylko i wrócił do poprzedniego zajęcia.
    Wzruszyłam ramionami i wyszłam z pokoju, nie chcąc mu dalej przeszkadzać. Kompletnie nie wiedziałam co to jest ta ”godzina F”. Postanowiłam spytać się Liama, niestety jak się później okazało on też rozmawia przez telefon. Udałam się więc do pokoju Naillera, ale on też pochłonięty był rozmową. „Jak wszyscy to wszyscy”-pomyślałam i wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Wybrałam numer do mamy.
-Hej mamo!-odezwałam się, kiedy do moich uszu dobiegło charakterystyczne „Hallo” mojej rodzicielki.
-O! Cześć córciu! Jak tam?-spytała.
-A dobrze-uśmiechnęłam się do słuchawki.
-Jak szkoła?-i tym pytaniem kompletnie zbiła mnie z tropu.
    Zupełnie o tym zapomniałam! Jaka ja głupia jestem!
-Spoko! Wiesz, ja muszę już kończyć odezwę się później-rozłączyłam się zanim mama zdążyła coś powiedzieć. Przyznaję się-spanikowałam. Ale co miałam powiedzieć? Że jeszcze o tym nie myślałam i że całymi dniami się lenie? Wykluczone!
***
„Fakt numer #1
Jeśli zapukasz do domu One Direction  w godzinę F (18:00-18:30), możesz być pewny, że nikt ci nie otworzy. W całym domu nie widać, ani słychać żywej duszy. Jedynie w pokojach domowników toczy się ożywiona dyskusja. Godzina F, jak się dowiedziałam, jest to godzina dzwonienia do rodziny (Family). Wiadomo mi również, że chłopcy praktykują ten zwyczaj od czasów X-Factor`a”
    Odłożyłam długopis na stolik nocny, a pamiętnik włożyłam do szufladki. Zgasiłam lampkę nocną i szczelnie przykryłam się kołdrą. Zamknęłam moje ciężkie już powieki…
_____________________________
  Hej! Hej! Hello! Sorki, że musieliście tak długo czekać na rozdział, ale sami wiecie jak to było...Muszę się przyznać, że dzisiaj kiedy miałam pisać oglądałam "Gangam Style". Cała ja! Ha ha ha
O! Patrzajcie co znalazłam ;) :
Spoko, co nie? Tak że, do następnego rozdziału!

A! I baaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo dziękuję za wszystkie komentarze! Pozdrawiam wszystkich czytelników, a szczególnie moje siostry-Madzie i Sophie! Buziaczki dla was i oby więcej takich rozmów w komentarzach ;)
TULIMY!!!!!!!

piątek, 12 października 2012

Rozdział 14


 -Masz to?-spytał cicho Harry przeszukując wszystkie szuflady i szafki, gdy tylko weszłam do kuchni.
-Tak-uśmiechnęłam się do niego najładniej jak umiałam-A ty?
-Nieee-powiedział smutny nie przerywając swojego wcześniejszego zajęcia-Mam!-krzyknął szczęśliwy kiedy znalazł to czego szukał. Biegał teraz po pomieszczeniu tańcząc swój przedziwny taniec szczęścia i wymachując sztućcem na wszystkie strony.
-Ciszej-skarciłam go przytykając palec do ust. Bałam się, że ktoś nas usłyszy i przyjdzie sprawdzić co się stało. Tak się jednak nie stało. Widocznie hałas i dzikie okrzyki były w tym domu na porządku dziennym.
     Weszliśmy oboje, jakby nigdy nic, do salonu, gdzie siedział Liam oglądając jakiś program w telewizji. Na szczęście nie zauważył nas. Schowaliśmy się za dużą kanapą, tak, że z sofy na której siedział nasz „cel” nie było nas widać. Włączyłam kamerę chłopców, którą trzymałam w ręce i podałam Harremu. Ten skierował obiektyw na mnie i zaczął nagrywać.
-Witam wszystkich! Tu Julay i Harry! Dzisiaj będziemy testować cierpliwość mojego kuzyna-Liama-powiedziałam szeptem. Telewizor był włączony tak głośno, że miałam pewność, że ten, kto nie ma tego usłyszeć , nie usłyszy.
    Hazza skierował urządzenie tak, by dobrze było widać Payna. Wzięłam od niego „narzędzie zbrodni” i starannie wycelowałam w „ofiarę”.
-Trzy… Dwa… Jeden…-zaczęłam odliczać i rzuciłam łyżką w kuzyna. Ten złapał się za ramię, w które trafiła i jęknął:
-Ała!
   Następnie zaczął się rozglądać, kto go zaatakował i kiedy nikogo nie zobaczył począł oglądać przedmiot którym go „postrzelono”. Kiedy zorientował się, że to łyżka gwałtownie wstał z kanapy i wymachując na wszystkie strony rękoma biegał wokół sofy. Zwabiony krzykiem Louis wkroczył do salonu, a Liam pisnął na jego widok i wybiegł z domu. Loui tylko wzruszył ramionami przeszedł do kuchni. Ja i Hazza wybuchliśmy niepochamowanym śmiechem.
   Kiedy już się trochę opanowaliśmy wstaliśmy jakby nigdy nic z podłogi, po której przed chwilą się turlaliśmy i poszliśmy w ślady Tomilsona.
    Zastaliśmy go siedzącego przy stole i wcinającego marchewkę. Harold przysiadł się koło niego i pokazywał filmik, który przed chwilą nakręciliśmy. „Gość od marchwi” śmiał się tak mocno, że prawie spadł z krzesła.
-Louis!!!-do naszych uszu doszedł stłumiony odgłosem trzaskających drzwi krzyk.
-Co?!-krzyknął pasiasty.
-Gówno! Skąd się wzięła tamta łyżeczka?!-nakrzyczał na niego wchodzący do kuchni Liam.
-Jaka łyżeczka?-udawał, że o niczym nie wie.
-Jaka łyżeczka? Jaka łyżeczka? Ta potworna łyżeczka!!-zbulwersował się mój kuzyn.
-Wyluzuj!-powiedziałam.-Przyznaj, że śmiesznie wyglądałeś biegając po mieszkaniu i piszcząc jak panienka-zaśmiałam się.
-Ty-wskazał na mnie palcem.
-My-odpowiedział Harry obejmując mnie ramieniem.
-A wszyscy w rodzinie myśleli, że to tylko dziecięca fobia i nikt nie ruszył dupska, żeby iść z tobą do psychologa-poklepałam Payna po ramieniu-A mówiłam im! To nieee, bo po co?-podniosłam ręce do góry w geście niewinności i uśmiechnęłam się słodko.
    Mój kuzynek westchnął i wyszedł z kuchni. Zaraz za nim Louis, który chyba się obraził, że to my wpadliśmy na coś tak genialnego, a nie on. Spojrzałam się na wesołą twarz Harrego i zatopiłam w jego tęczówkach.   Kiedy spostrzegł, że mu się przyglądam uczynił to samo.
-Twoje oczy…-zaczęłam i uśmiechnęłam się przyjaźnie-są jak kisiel jabłkowy…
-Lubię kisiel-uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Ja też-odwzajemniłam gest i wspólnie zaczęliśmy sobie przygotowywać podwieczorek, którym oczywiście był kisiel. Jabłkowy. Jak oczy Harrego Stylesa.
______________________
Hmmm... Lubię kisiel ;)   Krótki, ale cóż... trudno ;)    
Muszę wam zdradzić, że mam w zeszycie taki plan wydarzeń do każdego rozdziału i ten miał tytuł: "Zamach na Liama" Ha ha ha XD
Następny pewnie w weekend :)

czwartek, 11 października 2012

Rozdział 13


     Ciepłe promienie jesiennego słońca muskały moją twarz. Nie chętnie otworzyłam zaspane oczy i ziewnęłam głośno. Podniosłam się leniwie do pozycji siedzącej i przeciągnęłam niczym rasowy kot. Przetarłam dłońmi oczy i rozejrzałam się po pokoju. Coś tu nie gra… To nie mój pokój! Rozejrzałam się jeszcze raz i zobaczyłam Harrego… śpiącego na dywanie?! W jednej chwili przypomniał mi się cały wczorajszy dzień.
   Ale co robi Hazzuś na dywanie?! Przecież, kiedy wczoraj zasypiałam, leżał obok mnie. Wygrzebałam się z pod fałdów grubej, zimowej pierzyny i stanęłam gołymi stopami tuż obok głowy przyjaciela. Miękkie włosie przyjemnie muskało moje palce. Ukucnęłam i zaczęłam szturchać Lokowatego. Ten powoli, powoli, ale się budził. Gdy w końcu otworzył te swoje śliczne, hipnotyzujące, zielone oczka spytałam cichym, ciepłym głosem:
-Harry, co ty robisz na dywanie?
    Loczek podniósł się na łokciach, przetarł patrzałki, ziewnął leniwie i odezwał się porannym głosem:
-Co?
-Czemu spałeś na dywanie?-ponowiłam pytanie.
-Nie wiem-odparł wzruszając ramionami.-Musiałem spaść w nocy-dodał.
-Acha-powiedziałam i wstałam.
    Wyciągnęłam z jeszcze nie rozpakowanej walizki bluzkę w paski z długim rękawem, szare rurki, bieliznę i różowe skarpetki z dniem tygodnia i z takim zestawem wyszłam na korytarz, by następnie udać się do łazienki.
***
-Chodź!-zawołałam ciągnąc Harrego na przedpokój.
-Ale gdzie?-spytał.
-No na dwór!-powiedziałam oburzona nie domyślnością przyjaciela.-Taka ładna pogoda… nie będziemy siedzieć w domu!-odparłam beztrosko, zakładając znoszone już różowe trampki. Założyłam ulubioną bluzę i spojrzałam z politowaniem na Hazze męczącego się ze sznurówkami swoich butów.
-Jak z dziećmi-westchnęłam i schyliłam się by zawiązać mu buty.
-Były strasznie poplątane te sznurówki-powiedział na swoją obronę , gdy skończyłam.
-Wystarczyło pociągnąć-rzekłam rozbawiona jego dziecinnością-Nie moja wina, że nie rozwiązujesz butów ściągając je, tylko zostawiasz takie i potem się plączą.
-No dobra, dobra… Chodź już!-powiedział zrezygnowany i pociągnął mnie do ogrodu.
    Ruszyliśmy na tył budynku. Widziałam przez okno w którymś z pokoi, że stoi tam huśtawka i basen.
-Chyba nie będziemy się kąpać?-spytał jakby nie pewny i trochę wystraszony Harry.
-Nieeeee. Będziemy się huśtać!-krzyknęłam podekscytowana, a to wszystko za sprawą oczywiście jakże cudownego urządzenia.
    Podbiegłam do niego i szybko usiadłam. Zaczęłam rytmicznie ruszać nogami w przód i wtył, w przód i w tył, w przód i w tył… W związku z czym w końcu huśtałam naprawdę wysoko. Harry stanął naprzeciwko mnie, aczkolwiek w bezpiecznej odległości z rozbawieniem patrząc ile frajdy daje mi taka zabawa.
   Patrzyłam  to na basen, połyskujący w słońcu, to na uśmiechniętego Loczka stojącego pomiędzy nim, a huśtawką. Wiatr rozwiewał moje przydługie, blond włosy, a ja znowu czułam się jakbym miała pięć lat. Taka błogość w sercu i uczucie, że nie muszę się o nic martwić. Przymknęłam oczy i momentalnie naszły mnie wspomnienia z przeszłości. W głowie pojawiały się po kolei wszystkie cudowne, kolorowe obrazy dzieciństwa, aż w końcu doszłam do wspomnienia tamtego dnia w piaskownicy…
-Mam pomysł!-głos Harrego wyrwał mnie z transu-Skocz, a ja cię złapie.
-Chyba cię coś boli!-odkrzyknęłam i stanowczo pokręciłam głową.
-No weź! Będzie fajnie!-nie dawał za wygraną, a ja doszłam do wniosku, że rzeczywiście jeszcze nigdy czegoś takiego nie próbowałam i może być ciekawie.
-Dobra-powiedziałam niby zrezygnowana- Ale się przygotuj.
     Hazza pokiwał głowa na znak, że jest gotów i rozłożył szeroko ramiona. Stanął w rozkroku i zaczął odliczać:
-Trzy… Dwa… Jeden!
    W tym momencie puściłam się huśtawki, a pęd powietrza wypchnął mnie do przodu. Poczułam się niesamowicie. Wyobraziłam sobie, że jestem Adamem Małyszem (od aut: Nie znam żadnego angielskiego skoczka ;D). Jednak moja wizja nie trwała długo, bo momentalnie znalazłam się w wątłych ramionach przyjaciela. Chyba nie był taki silny, za jakiego się uważał, ponieważ ciężar mojego ciała powalił go do tyłu, w efekcie czego oboje znaleźliśmy się w objęciach lodowatej wody basenu.
   Poczułam, że coś łapie mnie w pasie, a następnie ciągnie w górę, nad powierzchnię życiodajnej cieczy. Zaczerpnęłam głęboki łyk powietrza i spojrzałam na owego „ktosia”. Był nim oczywiście Harry. Widząc jego lekko przerażoną minę z domieszką skrępowania, wybuchłam przeraźliwym śmiechem. Lokowaty poszedł w moje ślady i teraz oboje byliśmy w doskonałych nastrojach.
-Uwielbiam pływać-odezwał się pierwszy.
-A ja nie-powiedziałam nadal się uśmiechając.
-Wiem-odrzekł i puścił mi oczko.
    Uśmiechnął się cwaniacko i ponownie złapał mnie w pasie. Popłynął ze mną do brzegu i wspólnie wyszliśmy na starannie obstrzyżony trawnik. Niczym pieski pozbyliśmy się nadmiaru wody na ciele, ochlapując wszystko do o koła i raźnym krokiem skierowaliśmy się do domu.
-Aż tak pada?-powitał nas Liam już od progu. Spojrzał w okno i ujrzawszy piękną pogodę, nieco się zdziwił.
-Oni tylko wpadli do basenu-odparł beznamiętnie Loui wychodzący z kuchni z kamerą w ręku. Czyżby on nas widział?!
_________________________
Hej MIŚKI! Dzisiaj dodaję rozdział tak wcześnie, bo uciekłam ze szkoły! Ha ha! Nie no, żartuje. Po prostu nie miałam dzisiaj kółka plastycznego :) A wczoraj byłam na wolontariacie w przedszkolu. Matko, jakie słodziaki! Na przykład Fabianek, którego można było gilgotać, Mati, który nie chciał nic zjeść, Zuzia gaduła (my Zuzie mamy to we krwi), Pati, która ciągle chciała malować, Agusia, która była ciągle śpiąca i Milenka pchająca się mi na kolana. Mówię wam! Kocham te słodziaki! Miałam być tam z Adą do 16., ale zostałyśmy do 17. Zasiedziałysmy się godzinkę ;)

A co tam u was? What about you? ;D What are your favorite school subject? ;)

POZDRAWIAM WAS WSZYSTKIE I BAAAARDZO DZIĘKUJE ZA KOMENTARZE. I TE DŁUUUGIE I TE TROCHĘ MNIEJ :)

P.S. Jutro na pewno napiszę, bo kończę wcześnie z okazji dnia nauczyciela :)


wtorek, 9 października 2012

Rozdział 12


Dla Magdy  (Marry Styles) :*
 PERSPEKTYWA HERREGO
     Przeszedłem przez furtkę i od razu poczułem, że ktoś ciągnie mnie za rękaw. Za nim się obejrzałem byłem już w ciepłym domu.
-Martwiłam się o ciebie-marudziła blondynka ściągając mi płaszcz. Od razu zrobiła mi się jakoś cieplej na sercu po tych słowach. Ona martwiła się o mnie. O mnie nie o Liama!
-Byłem tylko na spacerze-burknąłem obojętnie, chodź w środku skakałem z radości, że Julay się mną interesuje.
-Mogłeś chociaż powiedzieć-mruknęła i wtuliła się w mój gruby, granatowy sweter-Więcej tak nie rób.
    Już się bałem, że nikt nie zauważył, że mnie nie było, a tu taka miła niespodzianka. Pokiwałem tylko w odpowiedzi głową i zabrałem się za ściąganie butów. Piegowata poszła do salonu, a ja jeszcze ułożyłem sobie szybko potargane loki i poszedłem za nią.
    Na kanapie siedziało całe towarzystwo, nawet Louis i Darcy. Gdy tylko przekroczyłem próg pokoju wszyscy się do mnie uśmiechnęli i zaprosili ruchem ręki na kanapę. Usiadłem pomiędzy Niallem, a Liamem.
-To ja pójdę odgrzać ci obiad-zwróciła się do mnie dziewczyna.
   Gdy tylko wyszła blondasek zaczął plotkować:
-To jest TA Julay?
    Przytaknąłem i uśmiechnąłem się szczerze.
-Nie dziwię, że ci się podoba-odparł.
-No… jest prawie taka sama jak Liam-dodał Loui.
-Wcale, że nie!-zaprzeczyłem szybko, ale widząc zdziwione spojrzenia przyjaciół dodałem-Jest ładniejsza.
-No, ale przyznaj, że są podobni. W końcu to prawie rodzeństwo-bronił się Louis.
   Odruchowo przyznałem mu rację. Zaraz… Co?! Jakie PRAWIE rodzeństwo?! O co tu chodzi?! Wytrzeszczyłem oczy ze zdziwienia, gdy do salonu wkroczyła Julay z dwoma talerzami pełnymi jedzenia.
-Uważaj, bo ci gałki oczne wypadną- zaśmiała się.
   Skrzyżowałem ręce i spytałem oburzony:
-Czy ja o czymś nie wiem?
    Blondynka spojrzała na mnie zdziwiona. Widząc, że nie wie o co chodzi wskazałem ruchem głowy na Liama, a następnie na nią.
-Aaa… o to chodzi-powiedziała pod nosem, jakby do siebie-Liam to mój kuzyn-mówiąc to wcisnęła się po między mnie, a wcześniej wymienionego i postawiła obiad na stoliku przed nami.
-Jedzonko!-krzyknął uradowany blondyn. Teraz wiem, czemu przyniosła dwa talerze, a nie jeden. W przeciwnym razie z mojego obiadu nie zostało by nic. Byłem tak głodny, że nie myślałem już o niczym innym, jak tylko o jedzeniu.
OCZAMI JULAY
 -Ale jak to kuzyn?-spytał Harry, gdy przeżuł ostatni kęs obiadu. Wyglądał tak słodko ze zdziwieniem na twarzy.
-No normalnie-powiedziałam uśmiechając się uroczo. Wytarłam opuszkiem kciuka sos, który został mu w kąciku ust, a następnie zlizałam. Hazza zaśmiał się cicho i powiedział:
-No opowiadaj!
    Ułożyłam się wygodnie na ramieniu Liama, a Lokowaty jak to miał w zwyczaju na moim. Idąc w nasze ślady Niall położył się na Haroldzie, a Zayn na nim. Mój kuzyn przygnieciony ciężarem czterech ciał opadł na Louisa, a ten położył się na Darcy, której chyba niezbyt się to spodobało, bo miałknęła, a następnie czmychnęła mi na kolana.
-Od czego by tu zacząć?-zastanawiałam się gładząc kota po mięciutkim futerku.
-Może od tego, że nasi ojcowie to bracia?-spytał Liam.
-A no tak!-przytaknęłam.-Nasi ojcowie to bracia-oznajmiłam, na co chłopcy się zaśmiali.
-Utrzymywaliście kontakt po rozwodzie twoich rodziców?-zagadnął Harry widząc, że nie mogę zebrać myśli.
-No właśnie nie-powiedziałam zrezygnowana.-Ja i Liam próbowaliśmy, ale rodzina mojego ojca całkowicie się od nas odcięła, więc nie mieliśmy wyboru.
    Harry przytulił mnie lekko, a ja ziewnęłam przeciągle. Byłam trochę zmęczona po podróży.
-Hazza, może pokażesz Julay jej pokój?-zwrócił się mój kuzyn do Loczka-Może mieszkać w gościnnym.
-Zwariowałeś?!-krzyknął Harold gwałtownie siadając, w efekcie czego Niall i Zayn (Ziall) wylądowali na podłodze. Wszyscy spojrzeliśmy na niego zdziwieni-Ty morderco!
   Ja już chyba wiedziałam co chodzi po głowie Harremu.
-Jak możesz tak mówić?!-oburzyłam się-Chcesz przepołowić biedną Darcy?!
-No bo…-zaczął wyjaśniać Lokowty widząc, że nikt nie kuma (no bo w końcu to nie żaby XD)-Przecież Darcy to nas wspólny kot. A jak jest wspólny, to oboje chcemy go mieć u siebie w pokoju. A jak będziemy mieli osobne pokoje to będziemy się kłócić u kogo ma spać Darcy. No i trzeba ją będzie przeciąć na pół-westchnął z powodu nie domyślności przyjaciół. Zaśmiałam się z jego genialnej wymówki, żebyśmy spali razem.
-Ale-powiedział stanowczo Zayn, a wszystkie pary oczu zwróciły się w jego stronę-w pokoju Hazzy jest tylko jedno łóżko.
-Ale-przedrzeźniał mulata Loczek-jest też dywan-uśmiechnął się cwaniacko, po czym oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem. Spojrzeliśmy jeszcze raz na zdezorientowane twarze przyjaciół, wstaliśmy z kanapy i machnęliśmy na nich ręką. Pobiegliśmy szybko na górę.
______________________
Tak jakoś napisałam rozdział wczoraj i oto jest dzisiaj! I co? Zaskoczeni? Nie sądziliście, że Liam to kuzyn Julay, co? Prawdę mówiąc mieli się spotkać inaczej, ale tak jakoś wyszło... iWiecie, czasem ma się genialny pomysł, a za chwilę przychodzi wam do głowy genialniejszy, a wszystko co się miało później stać (nooo może nie wszystko ;)) trzeba zmienić. Tak było tym razem. Julay miała spotkać Liama gdy trafi do szpitala, ale wykluczyłam pomysł z wypadkiem i tak oto znalazła się w domu 1D. Ale tak szczerze: Jak wam się podoba ten rozdział? Bo mi średnio. Akcja ze wspólnym pokojem ze specjalną dedykacją dla Madzi ;)

To do następnego :* Dziękuję za wszystkie komentarze. Nawet nie wiecie jak bardzo się z nich ciesze i ile tańców radości odtańczam dziennie ;)