poniedziałek, 18 lutego 2013

008.~ Ding - Dong


Słońce wyszło spod grubej warstwy chmur, oświetlając niepewnie szare płyty chodnika. Za kilka dni miało być Boże Narodzenie, jednak nic nie wskazywało na to, by tegoroczne święta miały być dodatkowo przystrojone śniegiem.

Stuk. Stuk. Stuk. Dziewczyna w swoich kozakach na obcasie przekroczyła próg klatki schodowej. Raz, dwa, trzy, cztery,pięć, sześć, siedem, osiem. Pierwsze piętro. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem. Drugie piętro. Teraz tylko skręcić w lewo.

Ding – Dong.

Drzwi otworzyły się z łoskotem. Czarnowłosa dziewczyna spojrzała na Perrie swoimi bystrymi, czekoladowymi oczyma i uśmiechnęła się delikatnie.

   - Cześć – rzuciła niedbale blondynka i również odsłoniła rządek równych zębów.

Nieme powitanie dziewczyny napełniło jej serce dziwnym ciepłem, którego brakowało jej przez jakiś czas.

   - Zayn! - zawołała czarna i wpuściła gościa do środka, zamykając za nim drzwi.

Perrie niepewnie ściągnęła buty w przedpokoju, stawiając je na ścierkę rozłożoną specjalnie by nie ubłocić podłogi. Doniyah, jak na dobrą panią domu przystało, pomogła ściągnąć dziewczynie jej beżowy płaszczyk i odwiesiła go sprawnym ruchem na jeden z wolnych haczyków.

Przeszły wspólnie do salonu. Od progu powitała przybyłą gorąca czerwień ścian, zmieszana z jasnym umeblowaniem. Kręciła głową na wszystkie strony, z czego po cichu podśmiewała się czarna, by zapamiętać z tego domu jak najwięcej.

   - Perrie! - zawołał nazbyt entuzjastycznie chłopak, pojawiając się znikąd w pokoju.

Opamiętał się jednak szybko i błyskawicznie zmienił wyraz twarzy na delikatny grymas, jakby mówiąc „Po co przyszłaś?!”

Pezz doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że mulat jest na nią zły. Wiedziała też, że to wszystko tylko i wyłącznie jej wina. Jak łatwo byłoby wmówić sobie, że nie ona jest winna, że to ON. Niestety (a może stety?) tak samo jak nie była dobrą aktorką, tak samo miała bardzo wymagające sumienie, które nie dawało jej spokoju. Zapewne, większość uznałaby to za cechę pozytywną. Ale w tym momencie Perrie tak nie myślała. Chciała tylko zapaść się pod ziemię, że w ogóle tu przyszła.

Doniyah spojrzała na dwójkę z zadziornym uśmieszkiem chcąc dać im chwilę prywatności. Wiedziała o wszystkim. Nigdy nie była jakoś specjalnie związana emocjonalnie z Zaynem, jednak kiedy potrzebował się wygadać, zawsze służyła pomocą. Była taką dobrą wróżką od spraw sercowych brata.

Czarna opuściła pokój.

   - Chciałam – zaczęła blondynka nie bardzo wiedząc od czego zacząć. Zsunęła dużą,czarną torbę z ramienia i zaczęła w niej zawzięcie czegoś szukać. Po chwili wyjęła prostokątne, podłużne zawiniątko – Chciałam Ci to dać.

Chłopak spojrzał na nią, nie wiedząc co ma odpowiedzieć. Z jednej strony cieszył się, że przyszła, z drugiej był zły, że robiła mu nadzieje, chodź w rzeczywistości miała przecież chłopaka.

   - A z jakiej okazji? - odparł tonem nieco suchszym, niż miał w planach.

   - Bo... Bo niedługo Boże Narodzenie – szepnęła zawstydzona i wbiła wzrok w podłogę.

Nie sądziła, że jeden głupi prezent może spowodować, że Zayn jej wybaczy. Ale jednak była trochę zawiedziona. Nie sądziła, że chłopak potraktuje ją tak ostro.

   - Nie obchodzę tego święta – rzekł twardo i jakby dla przypomnienia dodał – jestem muzułmaninem.

Teraz Perrie w ogóle nie wiedziała już co powiedzieć.

Podniosła delikatnie głowę, by spojrzeć na twarz Zayna, jednak on usilnie wpatrywał się w okno, dając jej tym samym znak, że chce zostać sam.

Nie mówiąc już nic, blondynka postanowiła spełnić niemą prośbę chłopaka. Położyła cicho na stole pudełeczko i wybiegła z mieszkania, łapiąc po drodze swoje buty i płaszcz.

Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, siedem,osiem. Pierwsze piętro. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, siedem, osiem. Parter.

Dopiero teraz dziewczyna zatrzymała się. Oparła się plecami o brunatną ścianę i zjechała po niej w geście bezradności. Schowała twarz w dłonie i policzyła do dziesięciu.

Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Wdech i wydech. Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Dziewięć. Dziesięć.

Kiedy stwierdziła już, że to nic nie da i tylko szczera rozmowa może jej teraz pomóc, podniosła się z ziemi i założyła płaszcz. Następnie wcisnęła stopy w buty i wyjęła czarną komórkę, z czarnej torby.

   - Liam?- zapytała cicho, kiedy osoba po drugiej stronie przerwała symfonię miarowego pikania – Możemy się spotkać?



Ding – Dong.

Drzwi otworzyły się z przytłumionym skrzypnięciem, a w progu pojawiła się sylwetka trzydziestoletniej kobiety. Poprawiła dłonią kasztanowe włosy, połyskujące w zimowym słońcu, ukradkiem wdzierającym się do środka budynku i zmierzyła pulchna dziewczynę, stojącą przed nią, marmurowym wzrokiem.

   - Dzień dobry – powiedziała twardo, niemal z niechęcią.

Wcale nie były jej na rękę, w tym momencie, żadne niezapowiedziane odwiedziny. Tego popołudnia być może i wróciła wcześniej z pracy, co wcale nie było równoznaczne, że miała owej pracy mniej.

   - Dzień dobry – przywitała się z niemal identycznym wyrazem twarzy dziewczyna – Jest Harry?

   - A na co ci on, dziewuszko? - zapytała An krzyżując ręce i unosząc teatralnie jedną brew (ten gest zawsze działał na jej byłego męża).

   - Mam zeszyty – odpowiedziała pewnie, unosząc lekko stosik, który przed chwilą trzymała pod pachą. - I lekcje.

   - O! - zarówno ton głosu, jak i mimika twarzy pani Styles uległy diametralnej zmianie – W takim razie... Proszę. Wejdź. - kobieta obdarzyła czarnowłosą nikłym uśmiechem i przepuściła w drzwiach.

Cichy stukot butów rozniósł się po kremowym korytarzu. An spojrzała się na Nicole wyczekująco, dając jej do zrozumienia, że ma się nie bać, ściągnąć buty i wejść głębiej. Przecież jej nie zje.

Dziewczyna wykonała pośpiesznie prośbę pani domu.

   - Chodź kochanie – odezwała się po chwili ciepłym głosem kobieta, stając przy blacie w kuchni i zapraszając dziewczynę ruchem ręki do pomieszczenia – Zrobię ci herbatę.
   - O nie, dziękuję.
   - Bez przesady. Zmarzłaś chyba na dworze.
   - Nie chcę robić problemu.
   - Ależ to żaden problem dziecko!

Nicole westchnęła sobie cicho i posłusznie usiadła przy kuchennym stole, tępo wpatrując się w czajnik, z którego powoli wyłaniały się kłęby pary. Niczym cichy zbieg, niepostrzeżenie, zostawiając po sobie tylko malutkie kropelki wody na drzwiczkach od szafki.

   - Harry jest na górze i śpi. Wiesz, miał gorączkę i kazałam mu odpoczywać – powiedziała próbując przerwać głuchą ciszę kobieta.

Pomieszczenie przeszył delikatny dźwięk stawianych kubków.

   - Mam go obudzić, czy poczekasz aż sam to zrobi? - spytała z lekkim uśmiechem, podsuwając pod nos dziewczyny parujący napój.

   - Nie naprawdę – odparła lekko zakłopotana Nicole – zostawię tylko zeszyty i pójdę – spojrzała nieśmiało na matkę Harry'ego, po czym skierowała wymownie wzrok na stosik kolorowych okładek, równo ułożonych tuż przy jej łokciu. - Spisałam na kartce strony, które przerabialiśmy w podręcznikach – dodała po krótkiej pauzie i skubnęła rąbek kartki w kratkę, delikatnie wysuniętej z jednego z zeszytów.

   - W takim razie... Pokój Harry'ego jest na górze – oznajmiła z tym swoim nikłym uśmiechem kobieta i wskazała ruchem głowy kawałek schodów widoczny z kuchni – pierwsze drzwi na lewo.

Dziewczyna skinęła lekko głową i wstała, zbierając zręcznym ruchem dobrze znany wam już, kolorowy stosik.


Nicole stała przed dużym lustrem w „swoim” domu. W duchu dziękowała Bogu, że Paul jeszcze nie wrócił z pracy. Obracała się raz w prawo, raz w lewo sprawdzając, z jakiego profilu wygląda lepiej.

Spięła swoja przydługą grzywkę trzema spinkami i pozwoliła swoim czarnym falom swobodnie spłynąć po jej ramionach. Westchnęła.

Uniosła szarą bluzkę w górę, odsłaniając tym samym swój brzuch. Spojrzała się z rozpaczą w oczach to na swoje odbicie, to spuszczając wzrok na realną postać.

W końcu rzuciła się na niedużą kanapę w geście niemocy. Ziewnęła przeciągle i przetarła oczy wierzchem dłoni, by móc swobodnie wbić otępiały wzrok w pożółkły sufit.

Tik – Tak. Tik – Tak.

Sekundy, minuty, wieczność.

Minęło sporo czasu, zanim dziewczyna raczyła w końcu zmienić pozycje. Podłożyła ręce pod głowę i zamknęła oczy. Myślała.

Tik – Tak. Tik – Tak. Tik – Tak.

W pewnym momencie zerwała się na równe nogi. Otworzyła szeroko ospałe oczy i przeczesała ręką włosy.

   - Czemu wcześniej na to nie wpadłam? - lamentowała po cichu – Ależ ja jestem durna!

Szybkim krokiem doszła na przedpokój i nie minęła chwila, a już miała na sobie stare, przetarte buty do biegania i ciepłą bluzę. Założyła już tylko czapkę i wybiegła z domu trzaskając drzwiami.
„Chudości! Nadchodzę!”


Harry leżał na łóżku opierając głowę o zimną ścianę. W palcach nieustannie miętosił papierek, który przed chwilą wypadł z jednego z zeszytów jakie przyniosła mu Nicole. Nie można powiedzieć,że spodziewał się, że ktoś w ogóle o nim pamięta. W końcu i tak nie miał zbyt wielu znajomych w szkole. Ba! Mógłby ich wszystkich policzyć na palcach jednej ręki. Danielle, Tina, El... Nicole? Czy ona też się liczy?

Istotnie, siedzą razem w ławce, przyniosła mu lekcje, ale nic oprócz tego. A jednak. Harry uznał, że ona też się liczy. Gdzieś w środku czuł, że jakby jej potrzebował, przyszłaby. I on też chciałby, żeby ona myślała tak o nim. Chciałby jej pomóc. Obojętnie w czym.

Ale teraz chciałby ją po prostu zobaczyć. Albo usłyszeć...

Kartka w kratkę zaszeleściła cicho pod wpływem dotyku palców chłopaka. Brunet bezwiednie przeniósł na nią zamglony wzrok. Granatowe zlepki liter wypisane w pośpechu, zaczeły stopniowo przybierać czytelną formę.

„W razie czego dzwoń:
567 *** ***”

Palce Harry'ego zacisnęły się mocniej. Podniósł się powoli do pozycji siedzącej i odczytał jeszcze raz:

„W razie czego dzwoń:

567 *** ***”

Uśmiechnął się pod nosem. Pochwycił swój telefon z komody i po chwili namysłu wpisał numer w „listę kontaktów” pod zgrabną nazwą „Nicky”. Nie Nicole. Po prostu Nicky.














Hej Myszki :***
Podziękujcie mojej menadżerce za to, że rozdział pojawił się dzisiaj. To ona odpowiada za termin ;D

Dzisiejszy podkład muzyczny stanowi piosenka zespołu, który zwykłam nazywać "zlew" :3 Chodź Gab upiera się, że to "żurawina" xD

A! I po prawej stronie możecie przeczytać zapowiedź następnego rozdziału :3

Enjoy! :****



17 komentarzy:

  1. świetny rozdział :) Bardzo mi się podoba ;p Zayn za na serio musi się gniewać na tą Perrie, ale, że aż tak... ?? Mam nadzieję, że jej wybaczy :) Świetny rozdział ;) Bardzo mi się podoba ;p Fajnie, że dodałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Zayn udaje takiego twardziela, a w środku płacze jak mała dziewczynka, mówię ci ;D

      Usuń
  2. Rozdział super :D Oooo Liam się zaczyna :3 Zadowolona jestem a jakże! Widać ta Perrie nie jest zbyt sprytna ;) Na tekst ,,mam chłopaka" raczej nikogo nie poderwie.
    :3 suuuper zapowiedź
    Widzę, że trzymasz się terminów! :D Świetnie to znaczy, że będzie się nam dobrze współpracowało. Na gg podam Ci kolejny termin i propozycje fajnych utworów kranu ! :)
    Jestem z Ciebie i siebie dumna za kran(bądź żurawinę) :3 Kocham zarażać ludzi dobrą muzyką. Teraz pora na DM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki lamciu :**
      Hahah jak widzisz robię co mogę :) Również myślę, że nasza współpraca, szefie, przyniesie jakieś owoce :D

      Cieszę się, że się cieszysz :)

      A powiedz mi, lubisz Suzanne Vega? :3

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję :**
      Ciesze się, że ci się podoba :)

      Usuń
  4. Za każdym razem, gdy czytam napisany przez Ciebie rozdział jestem pod wielkim wrażeniem :)
    Rozdział oczywiście wspaniały i cudowny, i stwierdzam, iż bardzo mi się podoba, zresztą tak jak każdy. ^^
    No i czekam na nn <33

    P.S. Ostatnio tak sobie myślałam o Twoim blogu i jestem niemal pewna, że kiedyś wydasz fantastyczną książkę i zdobędziesz wielu czytelników ;)







    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soł miałam rację :D Widzisz Zuz? Warto być twoją agentką ^^

      Usuń
    2. Dziękuję :**

      Soł ty zawsze masz racje Gab :P

      Usuń
  5. Twój Blog jest genialny :D nie ma do czego się przyczepić :D opowiadanie bajeczne *.* za każdym razem nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :D wygląd niesamowity aż chce się wracać na bloga :D Naprawdę sposób w jaki piszesz może wydawać się prosty ale jest jasny zrozumiały i jedyny w swoim rodzaju :D Masz wielki talent więc wykorzystuj go :D
    Ps. Jeżeli w przyszłości napiszesz Książkę na pewno ją przeczytam :* <3 / Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :**
      Najlepszy z wyglądu bloga jest według mnie ten boski kursor ;D

      Usuń
  6. Świetny rozdział! Twój blog jest bardzo fajny, ta historia jest zachwycająca ;p Dzięki twojemu świetnemu stylu pisania, wszystko wydaje się bardzo realistyczne! Bardzo podoba mi się to opowiadanie :D xx
    PS. Śliczny szablon ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. jejciu! właśnie nadrobiłam ten i poprzedni rozdział i nadal mi mało! no cóż... muszę przyznać, że znowu jestem zachwycona! tylko a) ciekawa jestem czy z tego "podmienienia" między El a Lou coś będzie, b) dlaczego Zayn nadal zły na biedną Perrie? i c) co Harry zrobi z numerem telefonu Nicole! dawaj szybko następny! :D
    ps. szablon śliczny, po prostu nieziemski! genialnie zrobiłaś to tło do posta! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      prawdę mówiąc nad pytaniem c) jeszcze się nie zastanawiałam xD Zostawiam to Harry'emu :3
      Co do tego tła pod postem, to obawiałam się, że będzie się źle czytało, ale myślę, że może być ;)

      Usuń
  8. Hej, nie obraź się, ale nie przeczytałam ze zrozumieniem tego rozdziału, bo cały czas śpiewam z chłopakami z 1D One Way Or Another i w ogóle nie mogę się na niczym skupić xD Myszka sama wędruje na zakładkę z teledyskiem xD Wybacz mi, lamo ;)
    Ale rozdział i tak jest zajebisty. Bez dwóch zdań :)
    one-direction-wonderful-story.blogspot.com
    kimberly-gabrielle-and-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha spoko!
      Ja tez cały dzień śpiewam OWOA na zmianę z Another World xD

      Usuń