poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział 24 i 25


ROZDZIAŁ 24

Z twarzy mężczyzny nie można było wyczytać kompletnie nic. Nie ruchome wargi i uważne spojrzenie lustrujące nas wszystkich sprawiały, że napięcie rosło z każdą chwilą. Lekarz jakby nigdy nic podrapał się po jednodniowym zaroście i westchnął cicho. Zamurowaliśmy. Na korytarzu słychać było tylko nasze serca dudniące niespokojnie w piersiach i przyspieszone oddechy. Nie wątpliwie baliśmy się. Wszyscy baliśmy się o naszego przyjaciela.
W końcu Liam, jednocześnie najrozważniejszy i najbardziej nie rozgarnięty z nas wszystkich, odważył się przerwać nerwową ciszę. Chrząknął krótko, po czym nie pewnie podniósł się z szpitalnego krzesełka i podszedł do mężczyzny w kitlu.
-Przepraszam...-odezwał się nieśmiało, a doktor Davis zmarszczył pytająco brwi, jakby nie wiedząc o co chodzi. Albo był taki głupi, albo tylko udawał.
-Czy już wiadomo coś na temat Nialla Horana?-zadał pytanie, które przecież nurtowało nas wszystkich.
Lekarz przejechał ostatni raz wzrokiem po nas wszystkich, wziął głęboki oddech i spytał:
-Czy znajduje się tu ktoś z rodziny?
Jak jeden mąż wszyscy spojrzeliśmy po sobie zmieszanym wzrokiem, po czym Louis zabrał głos:
-N... nie...
-W takim razie nie mamy o czym rozmawiać-odrzekł krótko facet i już chciał się oddalić, ale zdeterminowany Harry nie wytrzymał:
-Proszę pana! Niall to nasz najlepszy przyjaciel, a jego rodzina znajduje się obecnie mnóstwo kilometrów z tąd, bo aż w Irlandii i na chwilę obecną to my jesteśmy najbliższymi jemu osobami!
W życiu nie spodziewałabym się czegoś takiego, po moim lokowatym przyjacielu. Owszem, czasem był wybuchowy, ale takie zachowanie było do niego nie podobne. To zadziwiające jak się angażuje, jeśli chodzi o jego przyjaciół.
No, ale nie byłoby w stylu Julay, gdybym chodź przez chwilę się nie rozmarzyłam. O czym? Ach, jak bym chciała żeby Harry troszczył się tak o mnie (Halay Forever<33)...
-Ale...-zaczął doktor, jednak ja szybko mu przerwałam.
-Nie słyszał pan?! Żadnego ale! Niech nam w końcu powie co z naszym przyjacielem!-czułam na sobie ten przeszywający wzrok innych. Wiedziałam, że tego się po mnie nie spodziewali. Z pozoru miła i cicha dziewczynka, ale wydrzeć mordę w słusznej sprawie to potrafi. Proszę państwa, Julay chyba w końcu dorasta! (od aut: czy wy też to zauważyliście, że Juls zrobiła się odrobinę poważniejsza i troskliwsza odkąd zamieszkała z 1D?)
-To brze... już dobrze... Ale proszę się opanować-mężczyzna uniósł dłonie w geście niewinności, a ja posłałam mu triumfalny uśmiech.
Facet nie chętnie podszedł do nas i zaczął mówić całkowicie opanowanym głosem:
-No więc, pan Horan nie jest chory.
I w tym momencie wszyscy poczuliśmy wielką ulgę. Czułam się dosłownie, jakby wielki kamień spadł z mojego serca, a ono samo stało się niezwykle lekki i wolne.
-Ale-dlaczego zawsze musi być jakieś ale?-Niestety ma tasiemca.
Zbladłam. Zaraz... Co ten wyjątkowo nie przyjemny i obleśny facio powiedział?!
-Co?!-odezwał się Zayn, który do tej pory siedział cicho.
-Przypadek tasiemca uzbrojonego-uściślił lekarz- Stąd napady mdłości, nienaturalny apetyt-mimowolnie na te ostatnie słowa, na moją twarz wpełzł cień uśmiechu-i omdlenia, bóle brzucha, stan podgorączkowy...-wymieniał pan Davis.
-Dobrze! Zrozumieliśmy-uciszył go Louis-Ale co trzeba zrobić?
-Nie wątpliwie usunąć szkodnika-mężczyzna uśmiechnął się chytrze, a po moich plecach przeszły ciarki.
Wszyscy skinęliśmy głowami na znak,że rozumiem.
-No więc, operacja może odbyć się najwcześniej jutro rano, dlatego sugeruję, żeby państwo rozeszło się do domów-zakończył i zostawił nas samych z własnymi myślami.
-Ja tam nigdzie nie idę-odezwaliśmy się wszyscy zgodnie, w tym samym czasie.
&&&
Czułam, jak powieki z każdą chwilą robią mi się cięższe. Głowa bezwładnie opadła mi na kościste ramię Harrego. Ziewnęłam przeciągle.
-Harry-wymamrotałam.
-Hm?-odpowiedział tak samo nie przytomnym głosem.
-Spać-i tu zrobiłam przerwę na ziewanie-mi się chce.
-Mi też-zgodził się ze mną.
Nie chętnie podniosłam się z chłopaka. Rozejrzałam się zamglonym wzrokiem po pomieszczeniu. Szare ściany poczekalni wydawały się jeszcze mroczniejsze wieczorem. W oddali można było dosłyszeć kroki, za pewne jakiejś pielęgniarki, bądź lekarza dyżurnego, a tykanie zegara wiszący na równoległej ścianie do tej, przy której mieszczone były krzesełka, zaczynało mnie już powoli irytować.
-Chcę do ciepłego łóżeczka-zaczęłam marudzić spoglądając ukradkiem na resztę towarzystwa, które chrapało już w najlepsze, rozłożone na niewygodnych krzesełkach.
-W takim razie chodźmy-powiedział brunet wstając leniwie i przeciągając się niczym rasowy kot.
Poszam w jego ślady. Po sprawdzeniu godziny i obudzeniu przyjaciół, ustaliliśmy, że przyjedziemy jutro z samego rana, bo nie warto zostawać na noc, skoro sprzątaczki i tak nas by wygoniły, a stan Nialla nie ma prawa pogorszyć się przez jedną noc. Poza tym nasze towarzystwo i tak by tu nic nie dało.
Po dłuższym zastanowieniu wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że zamówienie taksówki nie jest głupim pomysłem. Nikt nie miał ochoty tułać się po nocy do domu.
&&&
-Harry!-zaczęłam potrząsać chłopakiem zrezygnowana, już od dobrych pięciu minut próbuję go obudzić, jednak bezskutecznie.
-No co?!-uniósł się podnosząc na mnie głos, w efekcie czego oberwał ode mnie poduchą w twarz.
-Nie co, tylko ubieraj się idioto! Jedziemy do Horana!-również krzyknęłam. Jakoś nie miałam dzisiaj humoru na cackanie się z tym debilem. Z doświadczenia wiem, że trzeba z nim postępować stanowczo.
-A no tak-złagodniał i leniwie wygramolił się z łóżka. Kiedy wyszedł już z pokoju pozwoliłam sobie na triumfalny uśmiech i sama udałam się na dół.
W kuchni siedzieli już wszyscy, oprócz Loczka, który aktualnie chyba się ubierał (nie wiem, bo ie sprawdzałam xD co robi w tej łazience) i szanownego pana Malika. Wkurzyłam się na niego.
-A gdzie nasz pan superdebil?-spytałam obojętnie.
-Śpi-westchnął zrezygnowany Louis-Za nic w świecie nie da się go obudzić.
-Bo tu potrzebna jest kobieca ręka-uśmiechnęłam się chytrze i popędziłam na górę, do pokoju Zayna.
Czarnowłosy leżał rozwalony na całej długości łóżka i cicho pochrapywał. Nawet przez chwilę przez głowę przebiegła mi myśl, że wygląda słodko, ale szybko ją odgoniłam powtarzając sobie w głowie „myśl o Harrym”. Ten to dopiero jest słodki podczas snu... Dobra nie ważne!
-Wstawaj kapitanie superdebil, bo jak nie to po pierwsze wstawię twoje kompromitujące zdjęcie na twittera...-zaczęłam obserwując reakcję Malika, ale ten tylko przewrócił się na drug bok pomrukując pod nosem-obleję cię wodą-nadal nic-A ostatecznie skasuję z twojego telefonu grę o wiewiórce!
-Nie!-Zayn zerwał się z łóżka z prędkością światła i zanim zdążyłam się obejrzeć, już go nie było w pokoju. Wzruszyłam ramionami i z triumfalnym uśmiechem na ustach zeszłam do chłopaków, swoją drogą coraz częściej triumfalnie się uśmiecham... I am winer!
-Udało ci się?-spytał peny podziwu Louis.
W odpowiedzi skinęłam głową po czym zdradziłam im, jak tego dokonałam. Oczywiście nie obyło się bez salwy śmiechu.
&&&
Krążyłam nerwowo po korytarzu. Nie mniej niż reszta denerwowałam się powodzeniem operacji, chodź Nialla znałam znacznie krócej od nich. Był to mój przyjaciel. Rzadko rozmawialiśmy. To prawda. Ale było w nim coś takiego, że już po pierwszej, krótkiej wymianie zdań poczułam, że mogę mu bezgranicznie zaufać.
-Przestań,, Juls przestań bo zaraz wszyscy oczopląsu dostaniemy-zdenerwował się Liam przecierając rękom oczy. Stanęłam na chwilę i zmierzyłam wzrokiem jego twarz. Byłam dzisiaj taka zakręcona, że nawet nie zdawałam sobie sprawy, że moje zachowanie może kogoś zirytować.
-Przepraszam-bąknęłam, a po chwili namysłu dodałam-Idę do toalety.
-Co?!-Harry momentalnie uniósł się z krzesła i doskoczył do mnie.
-Idę do toalety-powtórzyłam z nadzwyczajną cierpliwością i opanowanie, w ogóle nie wiedząc o co może chodzić chłopakowi.
-Do tej brudnej, skażonej, szpitalnej toalety?-brunet złapał mnie za ramiona,a nasze spojrzenia się spotkały.
-Nie, pójdę do domu, żeby się wysikać-prychnęłam, chodź w głębi duszy skakałam ze szczęścia jak mała dziewczynka, zdając sobie sprawę z bardzo ważnej rzeczy. A mianowicie, Harry się o mnie martwił! Mój Harry troszczył się o mnie! Co z tego, że tylko jako przyjaciel?! Zawsze to lepsze niż nic!
-W sumie możesz-zamyślił się na chwilę- ale nie lepiej iść do tej restauracji obok szpitala?
-Taaa i na pewno będzie czystsza od tej tutaj-bąknęłam.
-Na pewno-przytaknął jakby nie wyczuwając nutki sarkazmu w moim głosie-Pomyśl ile chorych ludzi korzystało przed tobą ze szpitalnego kibla?
-Może masz rację-zrezygnowałam po chwili namysłu-Zrobię tak jak zaproponowałeś-westchnęłam.
-To dobrze, bo też muszę skorzystać, a sam bym się wstydził-powiedział i pociągnął mnie za rękę w kierunku wyjścia z budynku, a ja zastanawiałam się, czy można być większym idiotom niż Styles?
&&&
Jaki to szczęście mieć takich przyjaciół. Przyjaciół na których zawsze możesz polegać. W biedzie czy chorobie. Nie ważne. Jaka była nasza ulga, gdy okazało się, że operacja Horana przebiegła zgodnie z planami teraz zostało tylko czekać, aż chłopak wybudzi się z narkozy.


Rozdział 25

-Do zobaczenia w styczniu-żegnaliśmy się czule z wszystkimi po kolei: Niallem, już w pełni zdrowym, Zaynem, Louisem, Liamem, Magdą, Kasandrą i Eleonor.
-Trzymajcie się-przytulili nas wszyscy, a ja z Harrym wsiedliśmy do pociągu jadącego w kierunku Holmes Chapel. Tak, to już za dwa dni Boże Narodzenie. Tak się cieszę! Dlaczego mamy się zobaczyć dopiero w styczniu? Ponieważ po sylwestrze chłopcy maja trasę koncertową po USA, a do tego czasu mają wolne, dlatego zdecydowaliśmy się spędzić ostatnie wolne chwile z rodzinami. Mam jeszcze jeden powód do radości: w trasę koncertową jadę z nimi! Będzie także Kasandra, El i Magda!
&&&
W chwili przyjazdy do Holms Chapel dopisywały nam humory. Może dlatego, że już nie mogliśmy doczekać się spotkania z rodzinami?
Zgodne z planem udaliśmy się najpierw do mnie, gdzie przywitała nas czule moja mama. Zaoferowaliśmy pomóc się w świątecznych przygotowaniach, w efekcie czego powstał długi, papierowy łańcuch na choinkę. Mama miała z nas ubaw, bo pół dnia siedzieliśmy nad wycinaniem cienki pasków papieru, a druga połowę składaliśmy je w całość. Nie ma to jak współpraca.
Następnego dnia zabraliśmy się za przygotowywanie, już ostatnich, potraw na wigilię. Harry jeszcze nie widział się z rodziną, bo mieliliśmy ustalone, że pójdziemy do nich w 24 grudnia, by spędzić święta wszyscy razem. Oczywiście team H&J musiał coś schrzanić i zamiast puddingu wyszły nam placki. Nie wiem jakim cudem, bo w końcu w przygotowywaniu puddingu nie ma nic podobnego do przygotowywania placków. Genialni my. Ale chociaż mięso dobre nam wyszło, chodź co to za filozofia doprawić je gotowym przyprawami z paczki i wsadzić do piekarnika na trzy godziny.
W końcu nadszedł ten wyczekiwany przez nas dzień. Z samego rana ubraliśmy się i, po spakowaniu łańcucha, placków oraz indyka i innych potraw autorstwa mojej mamy, udaliśmy się do rodziny Stylesów. Tam wszyscy ucieszyli się z naszego przybycia, a zwłaszcza pani An.
Po południu wystroiliśmy choinkę. Nie obyło się bez kłótni, rzecz jasna, o to kto zakłada gwiazdę na czubek drzewka. Wygrała Gemma, a w akcie zemsty ja z Harrym zaczęliśmy ją łaskotać. Przy zakładaniu naszego łańcucha Lokowaty się zaplątał i przerwał go na pół, w efekcie czego mieliśmy teraz dwa.
Ku uciesze wszystkich babcia Styles również raczyła się zjawić. Pod wieczór usiedliśmy wszyscy przy kominku z kubkiem kakao i wysłuchiwaliśmy historii staruszki. Prawdziwa rodzinna atmosfera. Nie obyło się też bez wspominania, no bo jak?
Następnego ranka razem z Harrym, z wielkimi uśmiechami zeszliśmy na dół, gdzie pod choinkom leżały już prezenty. Bezwstydnie rzuciliśmy się na nie w poszukiwaniu swojego. Ja dostałam cieplutki sweter z reniferem, a Harry skarpetki. Pomimo tego, że prezenty może skromne, jednak nas szczerze ucieszyły. Prawdę mówiąc to zawsze marzyłam o takim sweterku.
Potem wszyscy razem zjedliśmy świąteczne śniadanie. Oczywiście nie obyło się bez chwalenia naszych placków (;D).
Uwielbiam święta!
____________________
A więc jestem dla was taka dobra ( a może po prostu chce jak najszybciej zakończyć to debilne opowiadanie?-tą wypowiedź zignorujcie -.-) więc dodaje nowy rozdział szybko, w dodatku połączony z następnym. Stwierdziłam, że jeden jest za krótki. To dlatego. 
I mam dla was dobra wiadomość (a może nie złą? ;D) w następnym rozdziale pojawi się
NIESPODZIEWANA NIESPODZIANKA!!!!! (omińmy szczegół, że już ją zapowiedziałam, więc nie jest niespowiedziana)
I wracając do kwestii dalszych losów FHTL to postanowiłam, że będę pisać na TYM blogu drugie opowiadanie. Będzie się nazywać You add winds for me (YAWFM) i będzie nieco (bardzo) różnić się od historii Harrego i Juls. Będzie pisane w 3 osobie, ale mam nadzieję, że spodoba wam się równie bardzo jak to. :D

Ogłoszenia parafia-alne:
Koniecznie zajrzyjcie na bloga (wystarczy kliknąć obrazek ;P), bo warto.
Przeczytajcie, zostawcie komentarz i róbcie co tam jeszcze chcecie xD
POLECAM GO!!
Ta, cieszcie się że nie zrobiłam tak jak ja chciałam, a jak wolała Olcia, bo już szykowałam szantaż (:D), ale Ola powiedziała, że nie mogę was do niczego zmuszać, więc musiałam obejść się smakiem. Cieszcie się, że przynajmniej Olka trzeźwo myśli, bo ja to jestem szajbuska. :D

KONIEC OGŁOSZEŃ.

A nie robię szantażu... Nie chce mi się...Następny rozdział kiedyś tam xD

13 komentarzy:

  1. Suuuuper ! ;)
    Szkoda, że kończysz to suuuuuperaśne opowiadanie ;(
    Więc czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  2. genialne te rozdziały!
    serio musisz kończyć to opowiadanie?
    No weeeeź! Nie rób mi tego! ;d
    Ja się tu już przyzwyczaiłam do Juls i Hazzy...
    kocham ich <3
    pisz szybko kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne :D kocham twoje opowiadanie;D czekam na kolejny rozdział :D pisz szybko :P / Martyna

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział zresztą jak zawsze ;)
    Ten blog nie jest debilny, chyba do Ciebie przyjadę i wybiję Ci to z głowy!
    Heuhe słodki Malik ;) Gra w wiewiórkę - spoko ;p
    Jak ja kocham Twoje opowiadanie, aww<3
    Czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne.!! Proszę nie kończ go tak szybko.!!!! Kocham to.♥ Zapraszam do mnie.! http://karola1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Supertopgenialnyfajowolamiasty!!!
    Ahh święta :D ja już je chcę!
    Marzę o takim sweterku! Kremowym z długimi rękawami i czerwonym reniferkiem ^^ Mimo, że już czytałam ten rozdział na gg to i tak się jaram!
    Mam nadzieję, że to nowe opowiadanie to będzie to z Gerardem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie będzie to '69', Gerarda porzuciłam na rzecz czegoś odrobinę doroślejszego, mam nadzieję, że się opłacało ;)

      Usuń
    2. Nieeeeeeeeeeee :((( chlip
      GERARD WRÓĆ!!

      Usuń
  7. aaaaa <3 ;D
    o jaa! ;D super rozdział! ;)
    brudna, szpitalna toaleta ;D lepiej iść do domu ;D
    dawaj nn! ;D
    i nieeee kończ go takkk szybko ;D
    dopiero co go znalazłam ;D


    http://likeasweets.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. tak jak pisałam wcześniej, nadrobiłam! no to teraz z sensem! rozdział, a właściwie rozdziały świetne, szkoda tylko, że tak szybko się skończyło! czytam sobie czytam i tu nagle, bach i koniec! aww. fajnie, że opisałaś święta! teraz to już w ogóle chcę poczuć tę świąteczną atmosferę! dawaj szybko kolejny, lub kolejne i weź nie kończ tego bloga, aż tak szybko, no! a co do nowego opowiadania to sądzę, że tak czy siak na pewno będzie świetne! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne rozdziały, lamunio ; DD
    Nie mam pojęcia jak oni z puddingu zrobili placki, ale lepiej nie wnikać x D A tak z innej beczki, to ja kiedyś tak zeszyłam skarpetkę, że jej się potem nie dało ubrać, więc ja też jestem pojebana tak jak Halay ; ))
    Coś czuję, że muszę sobie kupić całą pakę chusteczek do nosa, bo będę płakać przy ostatnim rozdziale ; (( Jak widzisz się nie powiesiłam, ale to tylko kwestia czasu x D
    one-direction-wonderful-story.blogspot.com
    kimberly-gabrielle-and-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń